Skip to content

23.08.2007 17:24

13

Dwa cytaty do przemyślenia

…dostałem niedawno od owej znajomej, o której wspominałem tutaj, tak naprawdę to dostała je Gaba na maila, ale były one skierowane do mnie. Oto one:

  1. „Dowodem na istnienie Boga jest nasza wiara w Niego”
  2. „Wątpliwości są mimo wszystko”ukłonem” w stronę złego” – Wyszyński. Przyznam szczerze, że absolutnie się nie mogę z nimi zgodzić.

Pierwsze jest całkowicie bezsensowne, bo równie dobrze można by napisać „Dowodem na istnienie smerfów jest nasza wiara w ich istnienie” IMHO błąd logiczny w zdaniu. Drugie stwierdzenie jest oczywiście „prawdziwe” tylko dla ludzi wierzących a w szczególności dla ludzi Kościoła, którzy boją się utraty rządu dusz, więc oczywistym jest – z ich punktu widzenia, że wątpliwości są złe.

Dlaczego o tym piszę? Otóż cytaty te pochodzą z jakiegoś kazania, na którym była ta koleżanka i bardzo mnie zdziwiło, że takie stwierdzenia przemawiają do osoby młodej, która na dodatek jest inteligentna. Ja z gruntu odrzucam oba te stwierdzenia jako fałszywe i w zasadzie nie będące żadną pomocą podczas moich prywatnych poszukiwań religijno-filozoficznych.

  • http://kasiak.jogger.pl Kasia

    wszelkie absolutystyczne uogólnienia w tak delikatnej materii, jak wiara, są nie w porządku. ona wierzy, bo chce i wszystko sobie pod tę chęć podciągnie. kto szuka dziury w całym – zawsze ją znajdzie. nic nie da się zrobić na siłę, nikogo do niczego tak nie przekonasz… każdy ma swoją drogę, swoje wątpliwości etc. ja nie znam człowieka całkowicie i zawsze bez wątpliwości – jeśli ktoś tak się określa, to IMHO jest lekko bezmyślny.

  • http://waltharius.pl walth

    Nie do końca Cię chyba zrozumiałem. Ja nikogo nie chcę przekonywać. Dla mnie to pewna przygoda, poszukiwanie czegoś ważnego. Ile więcej się dowiem dzięki wymianie zdań, dlatego lubię dyskusję.
    Zgadzam się, że każdy ma swoją drogę, czasami ponoszą nas emocje, chodzi jednak o wolny przepływ informacji, o przebogaty Wszechświat możliwości. To jest dla mnie bardzo ważne.

  • http://brocha.wordpress.com brocha

    Dla mnie to jeszcze jeden dowód, że wiara wyłącza u ludzi logiczne myślenie! Ale wiesz ja ateista – mogę nie rozumieć meandrów tzw. “tajemnicy wiary” :)

  • konrad

    Czy jeśli będziesz mieć przyjaciela którego znasz tylko przez esemesy czy maile (wielu ma takich przyjaciół…) to czy mimo że może nawet nigdy go nie zobaczysz to czy będziesz wątpić w jego istnienie? Czy będziecie prowadzić dyskusję na temat tego czy warto wierzyć i jakie masz z tego korzyści? A tak wogóle to przecież z tego korzyści nie mamy to po co mamy przyjaciół? Żeby nam ciągle truli pod nosem? przecież jesteśmy niezależni… Sami damy sobie ze wszystkim rade… Czy przyjaciel nam kiedykolwiek pomógł? Przecież co on może wiedzieć o moim życiu, nigdy nie był i nie będzie mną! Po co to wszystko?
    100% ludzi odpowie że nie mam racji. I to prawda… Nie ze wszystkim damy sobie radę, a przyjaciel jest właśnie w stanie nas zrozumieć… I z przyjaźni płyną wielkie korzyści… W tym miejscu chyba nie powinno być dyskusji, mam rację? Każdy marzy o takim przyjacielu na wieki…
    Ale po co to pisze… Zamiast słowa przyjaciel wstaw sobie bóg… Sytuacje praktycznie identyczne. Więc czemu tak wiele osób wątpi? Powiem wam szczerze że żeby nie moja przyjaźń z Jezusem nie był bym tym kim jestem… Bóg kocha każdego człowieka. I nie skończyło się to tylko na słowach… ON UMARŁ ZA NAS!!! Czy TY byłbyś w stanie oddać życie za przyjaciela? odpowiedz szczerze w cichości swojego serca… Chociaż siebie nie oszukuj… Czy byłbyś w stanie? On na krzyżu znał twoje grzechy… Moje też. Nie wiem czy byłbym w stanie poświęcić się dla kogos takiego jak ja.. Który przez długi czas miał go w dupie a nawet teraz rani go karzdego dnia. A on wiedział to i mimo to oddał za mnie życie. Nie za cały świat, nie za poszczególne dzielnice. miasta ale za mnie i za CIEBIE! Dlaczego więc wątpisz? To że czytasz ten tekst też nie jest przypadkiem… Pokierował cię żebyś go znalazł bo on chce twojego dobra i twojej miłości ale nie może zrobić nic na siłę bo do ciebie należy decyzja… Tyle się natrudził żeby doprowadzić cię do tego miejsca. Daj mu chociaż szanse…
    Jesli ktoś będzie chciał prowadzić dalej dyskusję lub będzie miał jakieś pytanie to prosze walić śmiało. konradmelek@wp.pl oto mój mail…
    pozdrawiam

  • http://waltharius.pl walth

    W takiego “przyjaciela” bym nie wątpił, ale czy Ty smsowałeś z Bogiem? Bo ja nigdy od Niego smsa nie dostałem. Bóg nie jest przyjacielem, to jest zupełnie inne zagadnienie. Jeśli traktujesz Boga jak przyjaciela, to jesteś infantylny, ale masz do tego prawo. Ja nie umiem w ten sposób patrzeć na tę sprawę.
    bq. W tym miejscu chyba nie powinno być dyskusji, mam rację?

    No i właśnie tu się mylisz. Jeśli nie ma dyskusji to jest dogmat i fanatyzm oraz głupota. Wiara w zabobony i gusła, stado owiec. Nie każdy marzy o takim przyjacielu. Nie przyszło Ci do głowy, że ktoś może patrzeć na to z zupełnie innej strony? Dla mnie zabawa słowami “przyjaciel” = “bóg” jest dziecinna. Dobry Tatuś w niebie, dziadzio z białą broda patrzący na nas z chmurki. Sorry, to nie jest dla mnie.

    Tak wiele osób wątpi bo szuka. Nie mówi, że posiadło wiedzę na jakiś temat, na który nikt nie ma żadnej wiedzy a jedynie wiarę, domysły, pobożne życzenia i fantazje. Tobie to wystarcza ale są ludzie, którzy nie chcą zmarnować życia wierząc w cudze gusła. Wolą poszukać ich sami. Ja jestem taką właśnie osobą.

    Powiem wam szczerze że żeby nie moja przyjaźń z Jezusem nie był bym tym kim jestem…

    No to, żeś pojechał po bandzie. Gdyby nie moja przyjaźń z kol. Łukaszem też nie byłbym tym kim jestem. Czyli gdyby nie to, co myślisz, że się dzieje wokół Ciebie, to nie byłbyś tym, kim jesteś.

    Człowieku nawet jeśli nie byłbym w stanie oddać życia za drugiego człowieka (czego nie jestem pewien bo wszystko zależy od sytuacji), to porównywanie mojej skromnej osoby do Twojego boga jest śmieszne. Jeśli był Synem Bożym to wiedział co będzie po śmierci itd, itp. On nie potrzebował wiary, miał wiedzę. Spora różnica prawda? I od razu całe jego poświęcenie jest milion razy mniejsze niźli poświęcenie ludzi, którzy oddawali życie za innych. Bo my nie wiemy co będzie później, mamy nadzieje, na życie wieczne itd. On wiedział.

    Nie wiem czy byłbym w stanie poświęcić się dla kogos takiego jak ja.. Który przez długi czas miał go w dupie a nawet teraz rani go karzdego dnia.

    Widzisz, na tym polega Twój problem. Mówisz o miłości a zarazem o grzechu. Nie rozumiesz czym jest miłość. Dlatego ta religia, której jesteś nawróconym akolitą (oksymoron mi wyszedł), jest mi tak obrzydliwa. Dołowanie ludzi itd. Prymitywne, byleby trzymać swoje stadko owieczek w pobliżu pasterza. Jesteś owieczką? Ja nie.

    Nie prosiłem nikogo żeby oddawał za mnie swoje życie. Tym bardziej, ze uczynił to jakieś 1979 lat przed moimi narodzinami. Człowieku zastanów się. Ani mnie to grzeje ani ziębi. Bajki dla dzieci. Właśnie dlatego mam wielkie wątpliwości w istnienie takiej wersji wydarzeń.

    To że czytasz ten tekst też nie jest przypadkiem… Pokierował cię żebyś go znalazł bo on chce twojego dobra i twojej miłości ale nie może zrobić nic na siłę bo do ciebie należy decyzja…

    Przeczytaj to sobie jeszcze raz i się zastanów gdzie tkwi bezsens tego zdania. Podpowiem tylko “pokierował Tobą” ≠ Wolna Wola, przynajmniej według mnie tutaj nie ma znaku równości. Ale skoro twierdzisz inaczej widać da się z tym żyć. Dla mnie to strasznie przykre byłoby wierzyć, ze ktoś kieruje moim życiem. A niby przecież mu nie wolno ;-)

    Tyle się natrudził żeby doprowadzić cię do tego miejsca.

    Przecież jest wszechmogący. Jak Twój Bóg może się natrudzić? Jaką szansę mam mu dać?

    Obawiam się, że wielkiej dyskusji to nie rozbudzisz. Brak Ci argumentów a dogmaty, przypuszczenia, domysły i tezy na wiarę tutaj chyba nikogo nie przekonają. Ale zapraszam :)

  • http://brocha.wordpress.com brocha

    No cóż ja też nigdy nie esemesowałem z bogiem, tak w ogóle chyba z nikim nieistniejącym nie esemesowałem (włączam w to różowego słonia, którego prawdopodobieństwo istnienia jest dokładnie takie same jak boga). Nie sądzę również że byłbym w stanie oddać życie za coś nieistniejącego, ale np. za mojego syna już pewnie tak. Choć jakiś księżulo mi kiedyś tłumaczył, że jak zagrożona jest żona i dziecko i tylko jedno można uratować, to zawsze trzeba ratować żonę bo to jej się przysięga. Po za tym zawsze wtedy można sobie zrobić drugie dziecko. Naprawdę religię są śmieszne. Zapewne każdy stając przed takim dylematem będzie myślał o robótce kolejnego dziecka.

  • Agnieszka

    “Dowodem na istnienie Boga jest nasza wiara w Niego”
    “Wątpliwości są mimo wszystko“ukłonem” w stronę złego” – Dla mnie te słowa są prawdziw… Jak i 1 tak i drugie… Wiara jest bardzo ważna… Nie możemy widzieć Boga tu na Ziemi, ale mamy tę pewność, że On jest, istnieje i że kiedyś będziemy żyć z Nim wiecznie. Gdy mówimy, że Boga nie ma jest to grzech… Nie możemy w to wątpić… Do Walth -Nie wiem gdzie to słyszałaś, ale ciesze sie, ze te słowa tak głęboko w Twoim sercu zamieszkało :) Pozdrawiam cieplutko

  • Agnieszka

    Do walth -Gdyby nie moja przyjaźń z kol. Łukaszem też nie byłbym tym kim jestem. Czyli gdyby nie to, co myślisz, że się dzieje wokół Ciebie, to nie byłbyś tym, kim jesteś.
    Nie rozumiesz… BóG NIE JEST CZłOWIEKIEM! MOŻE ODMIENIĆ KAŻDEGO CZłOWIEKA, NAJGROŹNIEJSZYCH ON ZDOBYWA… :) Więzły ludzkie nie są stałe, On zaś kocha życie całe :)

  • http://waltharius.pl waltharius

    Agnieszka – chyba absolutnie nie zrozumiałaś mojego tekstu. Wyraźnie napisałem, że te dwa stwierdzenia są według mnie głupie i nie mają żadnego oparcia w logice. To czy Twój Bóg może odmieniać ludzi czy nie, jest kwestią sporną. I to bardzo. Wystarczy jednak, że Ty w to wierzysz, aby stało się to prawdą dla Ciebie. Tak samo jak wystarczy, że ja przechodzę obok tego obojętnie, lub wręcz nie wierzę w to, aby prawdą to dla mnie nie było. Kwestia podejścia. Nie ma arbitralnej oceny takiej sytuacji. Ty masz swoją a ja swoją. Trzeba z tym żyć. Ja się czuję bez Twojego Boga w moim życiu doskonale i właśnie o to chodzi według mnie. By czuć, że życie ma sens i jest coś warte. A czy z Bogiem czy bez… nie ma takiego znaczenia, byleby nie krzywdzić innych.

  • Agnieszka

    Ja też kiedyś mówiłam tak jak Ty… A teraz wiem, ze zle robiłam… Poznałam BOGA naprawde… ON mi pomaga co dziennie… I ja czuje JEGO obecność przy mnie… Wiem, że ON jest mój, a ja JEGO… To jest cudown… :)

  • Agnieszka

    “Tym bardziej, ze uczynił to jakieś 1979 lat przed moimi narodzinami. Człowieku zastanów się. Ani mnie to grzeje ani ziębi. Bajki dla dzieci” – Tak uczynił to 2000 lat temu, ale gdyby nie JEGO śmierć na krzyżu, gdyby nie JEGO śmierć wierz mi Nie byłoby Cie wogóle na tym świecie… ON ciągle działa… ON jest taki sam wczoraj, dzisiaj i na WIEKI … ON sie nie zmienia… I kocha swoje dzieci… Także Ciebie :) Zastanów sie w swoim sercu dzieki komu dziś wstałeś :) Kto obudził do życia ten cudown poranek? Kto za Ciebie poniósł śmierć? I kto tak mocno kocha CIĘ ?

  • http://brocha.wordpress.com brocha

    Cóż mogę napisać po tych pięknych i wzniosłych słowach Agnieszki? Może, że to są może i wzniosłe, ale jednak najzwyklejsze farmazony.

  • Agnieszka

    Dlaczego sądzisz, że to są farmazony?

stat4u