“Wojna o Księżyc” – Ben Bova
Wpis wcześniej zachwycałem się pierwszym tomem cyklu Droga przez Układ Słoneczny jaki przypadkowo i jak zawsze szczęśliwie dla siebie odkryłem :-)
W Wojnie o Księżyc Bova dalej trzyma ten sam ostry i wymagający styl. Historia jest równie wciągająca, fabuła spójna, nadal giną, wydawałoby się kluczowe dla książki, postaci. Dzięki temu autor uzyskał coś, czego do tej pory nie udało się uzyskać chyba żadnemu pisarzowi jakiego miałem przyjemność czytać. Otóż autentycznie spodziewam się (prawie) wszystkiego. Wcale nie zakładam, że “dobro” zwycięży. To fascynujące.
Czuje się ogromny wysiłek intelektualny i wręcz “boski” plan, jakiego stworzenie podjął się ten amerykański pisarz science fiction i redaktor. Wiem, że akcja nie skończy się w przeciągu kilku najbliższych lat czasu książki. Widzę, że jest pomyślana na stulecia a mam cichą nadzieję, że i na milenia.
Owszem, w pierwszym tomie, dostaje nam się w końcu taki “prawdziwy” bohater, który ma szanse przetrwać (prawie) wszystko to, co wymyśli Bova. Jest nim syn wcześniejszego prawie głównego bohatera, który ginie w akcji. Nadal jednak autor daje nam do zrozumienia dość często i brutalnie, że może lepiej abyśmy się zbyt mocno do chłopaka nie przywiązywali…?
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam takie prowadzenie fabuły. Wkurza mnie i męczy to, że w większości książek, opowiadań i powieści, bohater jest zawsze niezniszczalny i cało wychodzi z każdej, najbardziej niebezpiecznej czy przerażającej opresji. Prawdziwe życie rzadko tworzy takich bohaterów i rzadko pozwala im dożyć więcej niźli 25 lat. Chyba właśnie dlatego jest tak ciekawe. To samo właśnie mogę powiedzieć o tych dwóch przeczytanych książkach autorstwa Benjamina Williama Bovy.
Zachęcam wszystkich fanów s-f, którzy jeszcze jego pozycji nie czytali, do jak najszybszego nadrobienia zaległości. Ja nadrabiam najszybciej jak się da…
Popularity: 5% [?]
