Skip to content

16.08.2007 18:03

1

Rozważania luźne o autorytetach – szczególnie w religii

Czy naprawdę potrzebujemy autorytetów? No bo tak się zastanawiając, to przecież kiedyś najwięcej autorytetów było w Kościele. W zasadzie każdy ksiądz był osobą poważaną i traktowaną z dużą estymą. Dzięki czemu ludzie Ci mieli wielki kredyt zaufania, którego w większości nie wahali się nadużywać i wykorzystywać do swoich całkowicie prywatnych i niezbyt legalnych praktyk. Możemy dzisiaj stwierdzić, że nie byli godni szacunku jakim byli obdarzani, tracili swój autorytet. Czy w takim razie faktycznie byli potrzebni jako autorytety? Chyba nie, skoro obiektywnie rzecz ujmując (na ile to oczywiście możliwe), autorytetami nie byli. Tworzyli tylko coś na kształt mirażu autorytetu. Takiej ułudy, idei prawie że platońskiej, według, której inni mieli się kierować. Tylko czy tworzenie nierealnych wzorców zachowania, nie mających poparcia we własnym życiu, jest autorytetem? Czy takie zachowanie jest godnym?

Ciężkie pytanie, bo jeśli jacyś ludzie, dzięki takim wzorcom – nawet fałszywym i zakłamanym – mogli żyć uczciwie i godnie, to chyba nie powinno się negować takiego zjawiska? Z drugiej strony jednak, wielu ludzi szybko „rozgryzało” te pseudo autorytety i uczyło się na nich, że:

  • nie można ufać żadnym księżom (czy innej grupie społecznej, z której wywodził się taki zszargany autorytet);
  • łatwiej się żyje tworząc wokół siebie fałszywą otoczkę mądrości, doświadczenia i wiedzy, która to otoczka niejako wymusza na osobach trzecich zaakceptowanie naszej przewagi umysłowej i intelektualnej nad nimi.

To raczej wnioski z tych negatywnych.
Nadal jestem w ciężkim szoku po przeczytaniu kilka dni temu artykułu Krzyżem i Mieczem na portalu Gazety, na który to artykuł zwrócił moją uwagę wpis u brochy: Jak się morduje po chrześcijańsku?.

Wiem, znowu skupiam się tylko na jednej grupie społecznej i tylko tę grupę wziąłem sobie na celownik. Przepraszam, ale jednak chyba nikt nie zaprzeczy, że kilka(-naście, -dziesiąt, -set) lat temu księża cieszyli się ogromnym autorytetem. Wymuszali wręcz na ludziach aby traktowano ich z należytym szacunkiem. Upadek tego należytego szacunku nie może zostać niezauważony, dlatego tak mocno się na nim skupiłem.

Nadal więc, zadaję sobie pytanie czy autorytety moralne, przewodnicy moralni są potrzebni? A nawet ostrzej zapytam: Czy człowiek, jakikolwiek, może być takim autorytetem moralnym dla innych ludzi? Taki na przykład prawie, że święty, Karol Wojtyła aka Jan Paweł II…

Moim skromnym i niedoświadczonym zdaniem: Nie. Ludzie są omylni, ulegają presjom, słabościom i łatwo tracą wcześniej wytyczony cel z oczu. Często też są dwulicowi, okazując nam tylko jedno ze swoich oblicz, drugim posługując się w innych sytuacjach. Nie można nigdy traktować tego, co mówi czy pisze ktokolwiek bez należytego krytycyzmu. Autorytety są chyba ze swoją natury autorytarne.
Ulegają też bardzo łatwo „dogmatyzacji” a co za tym idzie, często wymuszają brak krytycznego podejścia do prawd, jakimi faszerują wszystkich dookoła.

Po zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że zmuszony jestem odrzucić obiektywny sens istnienia autorytetów religijnych i moralnych w większości. Powstaje więc pytanie: Czym powinienem się kierować w życiu, żeby postępować moralnie?
Hmmm a skąd osoby, które chcą być takim moralnym autorytetem lub, które za taki uchodzą, wiedziały jak postępować? Ktoś musiał być tym pierwszym. Może więc jak powiedział Immanuel Kant:

Niebo gwieździste nade mną a prawo moralne we mnie.

Może nie trzeba wcale szukać daleko, żeby znaleźć najcenniejsze skarby?

Kolejnym minusem autorytetów jest to, że w zasadzie nie ma człowieka, który byłby autorytetem dla wszystkich. Autorytet ogranicza się do danej grupy społecznej czy religijnej i poza nią traci swoją moc. Nie ważne jak bardzo owa grupa ludzi naciska, to i tak niczego nie zmieni. Dla jednym Papież jest kimś, kto posiada wielką moc, inteligencję i wie co jest dobre a co złe, dla innych Papież nie wie nic i wszystko co mówi to bajki dla dzieci. Są ludzie, którzy nie słyszeli o Gandhim, Buddzie czy Konfucjuszu a mimo to wcielają w życie zasady, którymi ci wielcy ludzie się kierowali czy które propagowali.

A może ktoś podzieli się ze mną swoimi przemyśleniami w tym temacie, dzięki czemu wzbogaci moje spojrzenie na sprawę?

  • http://brocha.wordpress.com brocha

    ja mam tylko jeden autorytet – jest to mój dziadek, który mnie w zasadzie wychowywał przez całe dzieciństwo. Dla mnie jest mądrym i wspaniałym człowiekiem.

    Ciężko mi znaleźć kogoś innego, kto mógłbym spełniać kryteria “zbiorowego autorytetu” i jego zdanie byłoby tak znaczące jak zdanie mojego dziadka.

stat4u