Czy naprawdę potrzebujemy autorytetów? No bo tak się zastanawiając, to przecież kiedyś najwięcej autorytetów było w Kościele. W zasadzie każdy ksiądz był osobą poważaną i traktowaną z dużą estymą. Dzięki czemu ludzie Ci mieli wielki kredyt zaufania, którego w większości nie wahali się nadużywać i wykorzystywać do swoich całkowicie prywatnych i niezbyt legalnych praktyk. Możemy dzisiaj stwierdzić, że nie byli godni szacunku jakim byli obdarzani, tracili swój autorytet. Czy w takim razie faktycznie byli potrzebni jako autorytety? Chyba nie, skoro obiektywnie rzecz ujmując (na ile to oczywiście możliwe), autorytetami nie byli. Tworzyli tylko coś na kształt mirażu autorytetu. Takiej ułudy, idei prawie że platońskiej, według, której inni mieli się kierować. Tylko czy tworzenie nierealnych wzorców zachowania, nie mających poparcia we własnym życiu, jest autorytetem? Czy takie zachowanie jest godnym?
Ciężkie pytanie, bo jeśli jacyś ludzie, dzięki takim wzorcom – nawet fałszywym i zakłamanym – mogli żyć uczciwie i godnie, to chyba nie powinno się negować takiego zjawiska? Z drugiej strony jednak, wielu ludzi szybko „rozgryzało” te pseudo autorytety i uczyło się na nich, że:
- nie można ufać żadnym księżom (czy innej grupie społecznej, z której wywodził się taki zszargany autorytet);
- łatwiej się żyje tworząc wokół siebie fałszywą otoczkę mądrości, doświadczenia i wiedzy, która to otoczka niejako wymusza na osobach trzecich zaakceptowanie naszej przewagi umysłowej i intelektualnej nad nimi.
