“Załatwiaczka” – Milena Wójtowicz
Jeśli chcecie wygrać na loterii w najbliższej kumulacji – ona może Wam to załatwić. Chcecie, żeby na świecie zapanował pokój? Nie ma sprawy, wystarczy znać odpowiednią formułę i za jej pomocą poprosić o to Załatwiaczkę. Naprawdę.
Załatwiaczka może wszystko załatwić. Nie ma rzeczy niemożliwych. Nie myślcie sobie, że wszystko to za darmo, o nie! Aczkolwiek ceny, jaką płacą Ci, którzy coś od Załatwiaczy chcieli, nie znam. Podobno bardzo wysoka.
Pomysł na książkę całkiem niezły. Załatwiaczka to Małgosia, nasza rodzima studentka, która wyjechała szukać lepszego życia do Anglii. Tam odziedziczyła po ekscentrycznej staruszce dom i…
…i pracę Załatwiacza właśnie. Wszystko na początku jest jak sen. Okazuje się, że czary i magia to nie fantastyka, że wampiry i zombie również istnieją na świecie. Wszystko to sprawia, że książka jest ciekawą mieszanką zwykłej fantasy z czasami jak najbardziej na współczesnymi.
Czytając miejscami miałem wrażenie, że to czarna komedia. Śmieszność niektórych sytuacji i bohaterów nie jest wcale taka jasna, bo gdy się nad tym lepiej zastanowić, to wszystko to jest wysoce tragiczne i mroczne. Załatwiaczka załatwia – wszystko. I jest zwolniona od odpowiedzialności moralnej. Czyli załatwia czyjąś śmierć równie łatwo, jak czyjeś wskrzeszenie z martwych i nikt nie może powiedzieć, że jest zła. Taka fajna relatywizacja. Załatwiaczka nie może odmówić przyjęcia zlecenia, jeśli podane zostanie w odpowiedniej formule. Tak po prostu. Ona jest tylko pewnego rodzaju “przekaźnikiem”. To klient sobie życzy, ona załatwia a cała odpowiedzialność i koszt spadają właśnie na klienta.
Popularity: 4% [?]
