sie 10 2007

A ja lubię pożegnania

Marcin Radczuk

Ostatni rzut okiem na szafki z kablami, sieciówkami, dwójnikami, beczkami i całym tym syfem, nad którym musiałem trzymać pieczę. Ostatnie wąchanie tego grzyba na ścianie pod cieknącą klimatyzacją. Ostatnie nostalgiczne spojrzenia na trolli siedzących na sali i emocjonujących się wyścigami koni i hartów. Ostatnie pożegnanie z moim “pracowym” systemem łubuntu, którego niedługo zaoram (sudo dd if=/dev/urandom of=/dev/sda). Ostatnie podśmiechujki z kolegami i koleżankami z pracy.
Nie będę tęsknił. Za większością z pracujących tu ludzi, owszem, ale jest kilka takich, które nie wzbudzają w moim sercu pozytywnych emocji, za nimi łzy nie uronię.

Wiem co zyskałem i jestem z tego dumny. Kilka raz już o tym wspominałem, że poznałem siebie. Dowiedziałem się co było w moim spojrzeniu na życie czczym gadaniem a co przetrwało próbę czasu. Patrząc wstecz widzę jak bardzo się zmieniłem przez te 11 miesięcy. Czy na gorsze? Nie wiem. Nie ze wszystkich zmian jestem dumny. niektórym “problemom” i zmianom boję się jeszcze zajrzeć w zęby…

***
Wybaczcie, że ostatnio tyle wpisów o pracy, ale ta zmiana jaka teraz w moim życiu zachodzi to dla mnie coś całkowicie nowego, co muszę jakoś przeżyć, a skoro mam blogaska (i Was) to nieuniknionym jest, powstawanie takich wpisów. Ale to już niedługo ;-) Mam nadzieję, że wytrzymacie ten czas wraz ze mną – hehe :)

Popularity: 4% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

statystyka