4 powody mojego braku wiary
Religia wzbudza wielki emocje co widać chyba na każdym blogu poruszającym tą tematykę, nawet u mnie w dwóch wpisach o religii zebrałem największą ilość komentarzy i odwiedzin (No i co z tym Bogiem? O trudzie dyskusji, Śmiać się czy płakać? ).
To oczywiste, że coś tak ważnego a zarazem tak kruchego, czego nie da się udowodnić, ba! z tego, że nie da się tego udowodnić, czyni się wręcz największą zaletę i cnotę – budzi tyle skrajnych emocji.
Dlaczego nie jestem religijny?
Chyba każdy wpis o religii jaki umieściłem na swoim blogasku zdradza mój negatywny stosunek do wiary, sarkazm i czasami wrogość. Jest tak pewnie z kilku powodów:
Wychowanie.
Mój ojciec był/jest antyklerykałem i jego wrogość do Kościoła udzieliła się po części mnie. Co prawda ojciec nigdy nie był dla mnie jakimś autorytetem i nie miałem z nim chyba nigdy najlepszych kontaktów, ale logiczność i racjonalność jego wywodów antykościelnych do mnie przemawiała.
Może słowo wychowanie jest tutaj troszkę na wyrost, bo nikt na antyklerykała mnie specjalnie nie wychowywał. Chodziłem na religię w szkole a mama ganiała mnie co jakieś większe święta na msze do kościoła. Tak więc pewnego rodzaju zderzenie dwóch światów i możliwość samodzielnego przemyślenia tej sprawy, przedyskutowania od czasu do czasu tych światopoglądów z rodzicami pozwoliło mi nie ulec szkolnej i społecznej indoktrynacji. Często dzięki takim dyskusjom z moją mamą uświadamiałem sobie kwadraturę koła w ujęciu wiary i religii. Mojej mamie podobała się myśl o reinkarnacji, narzekała na księży i generalnie twierdziła, że nie wierzy w Kościół, ale nie widziała sprzeczności w tym, co myśli i w co wierzy a w tym co robi, czyli chodzenie na msze, dawanie na tacę, spowiedź itd, itp. Nauczyło mnie to krytycyzmu. I bardzo ten krytycyzm sobie cenię. Nauczyłem się też, że można zmieniać zdanie na jakiś temat, należy to jednak robić z rozwagą i nigdy nie należy być jak chorągiewka na wietrze.
Kontynuuj czytanie
Popularity: 6% [?]
