Dzisiaj wychować dzieci się nie da?
Nadrabiam zaległości w RSS i dotarłem do wpisu na blogu „Czarownicy złej”:http://czarownicazla.blox.pl/2007/07/komentarz-tendencyjny.html, który to wpis opiera się o „ten”:http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4280643.html?as=1&ias=5&startsz=x artykuł.
Nie będę komentował zachowania dzieci, bo według mnie *CAŁA* odpowiedzialność spada na rodziców, opiekunów i nauczycieli. Chciałem się jednak skupić na pytaniu tytułowym tego wpisu:
h3. Czy naprawdę dzisiaj nie da się dobrze i mądrze wychować dzieci?
Patrząc na to co się dzieje, na przykład „ta sprawa”:http://pattern.walth.hostdmk.net/2006/10/29/moj-krzyk-moje-veto była kiedyś głośna (niestety straciłem cenne dla mnie komentarze do tego wpisu wraz ze zmianą bloga, szczególnie cenne były wnioski „CoSTy”:http://costa.kofeina.net/ jako ojca kilkuletniej córki), nie wspominając już o śmietniku na głowie nauczyciela, nagrywaniu erotycznych zabaw nastolatków na komórkę itd, dochodzę do wniosku, że gdzieś się coś popieprzyło.
Nie jestem rodzicem i pewnie jeszcze długo nim nie będę (o ile w ogóle), myślę jednak, że mam prawo do wyrażenia swojej opinii w tej materii. Dlatego też niniejszym to czynię:
h3. Bezmyślność
To bardzo częsta „postawa” wśród rodziców. Niby *brak czasu* ale tak naprawdę to właśnie *bezmyślność*. Jak się nie ma czasu dla dziecka (ja bym teraz na pewno go nie miał), to się tego dzieciaka nie robi i już! Ale *bezmyślność* była już wcześniej, właśnie podczas procesu _kompilacji_. Za krótki okres _debuggowania_ i proszę, wadliwy program jak nic. Wiem, złośliwy jestem, ale jak tu nie być. Przecież takiego wadliwego oprogramowania coraz więcej na naszych ulicach. Coraz więcej tych *bezmyślnych* programistów i to jeszcze z pretensjami do całego świata.
bq. It’s not bug, it’s a feature!
zdają się krzyczeć do wszystkich, którzy mają czelność wskazywać im błędy w _kodzie_.
Ale wiecie co mnie przeraża najbardziej? To, że ten _wadliwy kod_ jest groźny. Bo gdyby to tylko chodziło o przetrwanie gatunku, to machnąłbym ręką. Gdyby ten _kod_ sam się usuwał z tego świata, ale nie, ten _kod_ się rozmnaża w zastraszającym tempie. Nie tylko przez _infekowanie_ zdrowego _kodu_ innych programów, ale przez zupełnie niekontrolowane tworzenie nowego _kodu_.
Dobra, koniec z tym „komputerowym” porównaniem, wiadomo o co chodzi.
h3. Dzieci mają dzieci
Nikogo nie dziwi, że 17 -18 letnia dziewczyna idzie z wielkim brzuchem lub pcha przed sobą wózek (ok, w wózku może być dziecię jej starszej siostry, więc nie generalizuję). Mam jednak pytanie, czy oni (bo zakładam, że do stworzenia potomka potrzebne są dwie osoby płci przeciwnej) wiedzą, co to oznacza, czy są tylko przestraszeni i robią dobrą minę do złej gry, cieszą się itd, ale w rzeczywistości to jedynie ględzą o odpowiedzialności nie mając pojęcia o tym, co to słowo oznacza?
I pytanie do szczęśliwych dziadków: Czy uważają, że ich pociechy będą mądrymi, dobrymi i dojrzałymi rodzicami w tym wieku? Czy uważają, że oni sami, jako rodzice, sprawdzili się w swojej roli? Czy ich dzieci zostały tak wychowane, że mogą już same podjąć się trudu wychowania potomka?
Odpowiedź na te pytania *musi* być *indywidualna*, nie można generalizować.
Znam/znałem kilka par, które musiało wziąć ślub bo suknia już biała być nie mogła a welon też raczej nie pasował na głowę. I przetrwali (w większości), ale na efekty tego _przetrwania_ przyjdzie nam poczekać jeszcze kilka lat. To o niczym nie świadczy, wiem.
Zdaję sobie sprawę oczywiście, że nie da się uniknąć generalizowania, trzeba jednak pamiętać, że życie każdego z nas jest inne, niepowtarzalne.
h3. Relatywizacja zachowań
„Relatywizm moralny”:http://pl.wikipedia.org/wiki/Relatywizm_moralny i w ogóle „relatywizm”:http://pl.wikipedia.org/wiki/Relatywizm jako taki to pociągające i często ważne kierunki myślenia. Nie twierdzę, że są fałszywe czy złe (pisałem o tym „tutaj(Relatywizacja wszystkiego)”:http://pattern.walth.hostdmk.net/2007/06/25/relatywizacja-wszystkiego. To jest jakaś myśl ludzka, często godna zastosowania czy przyjrzenia się jej bliżej. Nie można jednak tak rozdrobnić ludzkich działań, że dojdziemy do momentu, w którym stwierdzimy, że *nikt* nie jest winny. Zawsze powinniśmy postawić jeszcze jedno pytanie:
bq. Co bym sądził w danej sytuacji, będąc po tej „drugiej” stronie? Czy nadal bym uważał, że jest niewinny/winny?
Czyli jeśli chodzi o wskazaną sytuację:
bq. Czy na miejscu tej staruszki też bym uważał, że nic się nie stało? Że nie można przekreślić tych 500 punktów z zachowania wystawionych w ciągu całego roku w warunkach szkolnych i kontrolowanych, zachowaniem tych dzieci *po* lekcjach, w _prawdziwym_ życiu?
Uczciwa odpowiedź na te pytania, w mojej skromnej opinii, drastycznie ucina wszelkie próby relatywizacji.
Potrząśnięcie
- A mój chłopak stał i biernie się przyglądał.
W sali natychmiast robi się cicho. Starszy pan, który przez całą godzinę nie odezwał się ani razu, teraz podniósł rękę i zabrał głos.
- Przepraszam, a pan kim jest, ojcem? – odzywa się jedna z matek.
- Jestem opiekunem jednego z chłopców, którzy tam byli. Powtarzam: mój chłopak przyglądał się. Powiedział mi: „Stałem i przyglądałem się, jak inni rzucali w tę kobietę”.
Mężczyzna otwiera notesik. Czyta: – Zgodnie z kodeksem karnym, art. 162 § 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.
Proszę państwa, niereagowanie w takiej sytuacji może być uznane za współudział w przestępstwie. Ja się zastanawiam, co by było, gdyby pani dyrektor nie potrząsnęła nami i dziećmi. A gdyby ta kobieta zmarła na zawał? Albo gdyby dźgnęła kogoś tymi widłami?
Więc znowu wracam do głównego pytania. *Czy naprawdę się nie da wychować dzieci tak, aby wpoić im pewne zasady?* Myślę, że się da, jednak proces wychowawczy nie może być przypadkowy i nieprzemyślany. Może kiedyś będę mógł napisać taki wpis z punktu widzenia rodzica, na razie tylko jako obserwator…


