lip 29 2007

Gaba i Dzieciaki w Puszczy Kampinoskiej

Marcin Radczuk







Kampinos

Popularity: 6% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

lip 29 2007

Jeszcze słowo o Wolnej Woli

Marcin Radczuk

Kolejny mała cegiełka wyjęta z gmachu religii.
O co mi chodzi? Otóż do tej pory zawsze miałem problem ze zdiagnozowaniem problemu Wolnej Woli w religiach monoteistycznych. Jakiś czas temu króciutko rozważałem idiotyczne podejście do wolnej woli w polityce chrześcijańskiej, czyli w mieszaniu się Kościoła do polityki państwa i jak głupio to wygląda.

Kiedyś Uenifeu popełnił ciekawy wpis na ten temat, jednak nie mogę go teraz znaleźć :( (Brak wyszukiwarki blogowej utrudnia sprawę). Z logicznego punktu widzenia, Wolna Wola nie ma prawa istnieć. Ale jak napisał Eliasz w komentarzu do mojego wcześniejszego wpisu pt.: Śmiać się czy płakać?, Bóg jest czymś tak niepojętym, że nie musi poddawać się prawom logiki. Fakt, nie musi. Tylko jeśli tak, to w zasadzie wszystko staje się możliwe, wszelkiego rodzaju sprzeczności i idiotyzmy. Niczego nie da się udowodnić ani obalić…

A wracając do Wolnej Woli.
Jest to kolejny “powód” dla którego nie lubię religii. Wolna Wola w pojęciu religijnym jest wtedy, kiedy stoi po naszej stronie, tak samo jak z demokracja – jest dobra jak znajdujemy w niej potwierdzenie naszych wartości, a zła, gdy odwrotnie a taki relatywizm jest mi obrzydliwym.
Czyli w imię Boga, można pozbawić wszystkich wierzących Wolnej Woli, byleby tylko przyrost wyznawców był jak największy a co za tym idzie, pieniążki płynęły stałym strumieniem. Wszystko jest cacy, to nic, że pozbawiono mnie możliwości wyboru, jeszcze zanim w ogóle mogłem cokolwiek zrozumieć z tego co się wokół mnie działo. Zostałem ochrzczony i za mnie podjęto jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu. Gdzież poszanowanie dla mojej Wolnej Woli? Czy aby na pewno Bogu się to podobało?

Kontynuuj czytanie

Popularity: 11% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

lip 27 2007

Się wypowiedziałem z pracy dzisiaj

Marcin Radczuk

No i stało się :)

Kiedyś, jeszcze w styczniu składałem już wypowiedzenie. Wtedy było to podyktowane zupełnie innymi przyczynami. Mój ówczesny przełożony dawał mi w kość tak bardzo, że postanowiłem odejść.

Teraz sprawa wygląda już inaczej. Dostałem dzisiaj ciekawszą ofertę pracy i mam zamiar z niej skorzystać :D

Nawet się pofatygowałem w dzień wolny od pracy do mojej firmy i poinformowałem ich o tym, dostarczając odpowiednie pismo :D

Generalnie czuję się świetnie! :)

Popularity: 6% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

lip 25 2007

Kurde, tylko krowa nie zmienia poglądów

Marcin Radczuk

Kiedyś pisałem o moim stosunku do homoseksualistów – o! tutaj. Stwierdziłem tam, że pary homoseksualne nie powinny adoptować dzieci.
Powody takiego myślenia przedstawiłem w komentarzach. I co? Ano odmieniło mnie się :-) Po ponownym, wielokrotnym przemyśleniu tematu, doszedłem do wniosku, że jednak nie przeszkadzałoby mi to.

Na blogu Uenifeu niejednokrotnie czytałem, że nasza orientacja seksualna jest zapisana w genach. Szperałem oczywiście więcej niźli tylko na jednym blogu jakiegoś wykształciucha :) i niejednokrotnie trafiałem na podobne twierdzenia, poparte różnymi badaniami. Jako, że jestem człowiek prosty i raczej nie mam Boga w sercu, uwierzyłem w to, co przeczytałem o homoseksualizmie. Może gdybym był homofobem katolickim nie łyknąłbym tego tak łatwo, ale cóż, widać religię też się ma – lub nie – w genach.

Tak więc od jakiegoś już czasu zweryfikowałem swoje poglądy na ten temat i uważam, że pary homoseksualne powinny mieć możliwość adoptowania dzieci. Sądzę, że te wątpliwości, które jeszcze mam da się jakoś wyciszyć – tak wiem, głos sumienia ciężko zabić, ale da się.

Głos sumienia ów szepcze mi taką oto wątpliwość:

Dzieci wychowywane wśród rodziców takiej samej płci nie poznają czym jest prawdziwa miłość.

Hmmm na pierwszy rzut oka to coś w tym twierdzeniu faktycznie jest.
Ale momencik…
…zastanówmy się nad tym ciut mocniej, tak, wiem to boli, ale może warto się pochylić nad losem tych biednych sierotek, które będą przeżywały i/lub przeżywają to piekło, wychowywane przez dwóch tatusiów lub dwie mamusie?

Tak więc, czy aby na pewno nie zazna taka bidula prawdziwej miłości? Czy aby na pewno nie będzie ona świadkiem prawdziwej miłości między dwojgiem ludzi?

I tu właśnie mnie dopadają pierwsze niepewności oznaki. Musi słabość moralności, ale widać tak mnie Pambuk obdarzył i trza z tym żyć. Inaczej się nie da :(

Wracając do tematu.
Czy zawsze jest tak, że normalni rodzice kochają się na zabój i czy zawsze uczą dziecko, czym taka miłość i oddanie jest? Odpowiedź zna każdy z nas.
Nie.
Często zdarza się, że tacy rodzice wręcz krzywdzą się wzajemnie a przy tym i dziecko. Czyż w takiej rodzinie maluch, o którego dobro tu przecież idzie, zazna pełni miłości rodzicielskiej?
Nie.
No cóż, to tylko ludzie. Każdy może się mylić.
Tak.
Czy zmieni coś płeć tych rodziców?
Tak na 100% to nie wiem, ale na 99% uważam, że Nie.

Temat adopcji przez pary homoseksualne powinien być tak samo rozpatrywany jak adopcja przez pary “zwyczajne”, heteroseksualne. Liczyć się powinni ludzie a nie ich preferencje łóżkowe.
Gdzie jest więc problem?

Jak zwykle leży sobie gdzieś cichutko i udaje, że go nie ma.
A imię jego STRACH.
Tak tak, strach ma wielkie oczy i tutaj bezwstydnie je nam pokazuje. Ludzie boją się nieznanego. To leży w naszej naturze, dzięki temu przetrwaliśmy.
Gdyby całe społeczeństwo było homoseksualne (wiem, że to nie możliwe, ale pozwólcie mi użyć tej myślowej dźwigni, aby coś zaprezentować), sądzę, że strach przed heteroseksualnymi, byłby podobny. Nie uwierzę, że homoseksualiści byliby bardziej wyrozumiali. Oczywiście to kwestia religii, przede wszystkim. Wiadomo jednak o co chodzi.

Strach przed innym jest tak silny, że jesteśmy w stanie zabijać aby się go pozbyć. Oczywiście kolejnym motorem jest chęć kierowania życiem innych, chęć posiadania tej władzy nad losem innych.

I oczywiście (dla mnie) wszystko zapętla się wokoło religii. Najwięcej homofobów jest wśród ludzi wierzących – tak jakoś mi wychodzi jak dodaje 2+2. Może się mylę, ale patrząc na to, co się dzieje i działo pod płaszczykiem religii, to ciężko – naprawdę ciężko – odnieść inne wrażenie.

Przemyślawszy, więc sobie to wszystko doszedłem do wniosku, że krową nie jestem, cokolwiek by o mnie myślano/mówiono i chyba wypadałoby zmienić zapatrywania na problem adopcji dzieci przez homoseksualistów. Teraz to już nie jest mój problem :-)

I wiecie co?

Dobrze mi z tym.
Czasami to “sumienie homofobiczne” jakie chyba ma każdy z nas, bardziej przeszkadza i krzywdzi innych, niż faktycznie jest głosem dobrego pierwiastka boskiego, zawartego w naszych duszach.

Czy kiedykolwiek nauczę się odróżniać ten prawdziwy głos sumienia, od drżącego głosiku przepełnionego strachem?

Pewnie nie…

***
Tekst ten zawiera trochę różnych nagięć i przegięć. Homofobię rozumiem tutaj jako strach generalnie przed innością. Pewnie jest na to jakaś fachowa nazwa, ale przyznają się bez bicia, że nie chce mi się szperać za nią.
Wiele rzeczy tutaj uprościłem, chciałem jednak pokazać pewien sposób myślenia i patrzenia na świat. Dokładności i precyzji chirurga zabrakło, wiem, ale wyszłaby z tego książka a nie notatka na bloga. Wiem też, że momentami jestem bardzo zaczepno-prowokacyjny. Taki był mój zamiar. Nie wiedziałem jak inaczej mogę pokazać to, co czuję. Jeśli ktoś poczuł się obrażony to tak miało być. To chyba jedyny tekst na tym blogasku (jak do tej pory), gdzie z premedytacją chciałem obrazić ludzi myślących w pewien bardzo niewyrafinowany sposób. Czy mi się udało? Osądzicie sami ;-)

Od dawna kształtuje się we mnie wróg głupoty i bezmyślności. Brak krytycyzmu do świata i prawd serwowanych nam przez innych ludzi, mierzi mnie i sprawia, że tętno się zwiększa, krew szybciej płynie w żyłach i lepiej rozprowadza adrenalinę pompowaną przez gruczoły. Jednym zdaniem, wyzwala się we mnie agresor. I teraz, w miarę pisania wyzwalał się coraz bardziej.

Jedyne co mi pozostaje to podziękować wszystkim tym, którzy ciągle zmuszają mnie do weryfikowania swoich poglądów na świat.

Tak więc, dziękuję Wam Ludzie!

Popularity: 9% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

lip 25 2007

Całość czy zajawka?

Marcin Radczuk

Ze względu na to, że subskrybuję sporo blogów, przekonałem się o ileż wygodniej się mi czyta te subskrypcje, które nie wymagają ode mnie opuszczenia “bezpiecznego” środowiska czytnika RSS i jakże często rezygnuję z przeczytania wpisu, który jest tylko zajawką. Właśnie dlatego, że muszę otworzyć dodatkowe okienko/kartę przeglądarki w celu dostania się na stronę. Co gorsza, często na owej stronie zostaje rozproszony różnymi innymi informacjami, których wcale nie chcę czytać.
W związku z powyższym swój kanał RSS upubliczniam w całości.

Co przemawia za tym, żeby swoje wpisy w kanale RSS dawać tylko w formie zajawki?

Według mnie tylko i wyłącznie chęć powiększenia “kliknięć” strony. W taki sposób niejako “zmuszamy” czytelnika do tego, żeby jednak do nas zajrzał i tym samym wygenerował nam dodatkowe wejście na stronie.

Można i tak, ale ja wprost nie znoszę jak ktoś mnie tak perfidnie do czegoś zmusza czy nakłania. Owszem, na swojej liście blogów czytanych mam takie, które w ten sposób rozpowszechniają informację o nowych wpisach, ale są to blogi, które sobie wyjątkowo cenię, tak jak na przykład blog Papy CoSTy, (head)log, czy notes brochy.

Ostatnio z czytnika poleciało kilka blogów, które prezentują tylko zajawki właśnie z tego względu, że nie miałem chęci czekać na ładowanie strony i przekonać się, że autor napisał dwa zdania więcej niźli to było w zajawce – a wierzcie mi często tak trafiałem. Nie lubię takich akcji. To sprawia, że czuję się oszukany i generalnie olany przez autora.

Z tego też względu swoje blogskowe wypociny prezentuję w całości poprzez kanał RSS. Sądzę, że tak jest o wiele uczciwiej. Jak kogoś zainteresuje wpis i zechce skomentować, zawsze może kliknąć na tytuł i wylądować na mojej stronie. W dobie kilkamegabitowych łącz internetowych tłumaczenie, że pobieranie całego wpisu jest marnotrawstwem, w ogóle mnie nie przekonuje. Bez przesady moi drodzy, kilkaset kilobajtów tekstu więcej dzisiaj nie stanowi problemu. Szczególnie, że tekst wpisu prezentowany za pomocą takiego chociażby Google Readera jest lżejszy niźli całość wraz z blogiem autora. Wdaje mi się, że warto o tym pamiętać w dobie tak powszechnej miniaturyzacji. PDA i telefony z dostępem do Internetu stają się coraz tańsze i popularniejsze a co za tym idzie coraz więcej ludzi ich używa. Nie stresujmy ich, niech sobie poczytają całość naszego wpisu w czytniku RSS i tym samym zrobią to szybciej, łatwiej i przyjemniej.

Popularity: 6% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

statystyka