Wolność wyboru a wolna wola
Ważna rzecz, prawda?
Ostatnio sporo się zaczyna dziać w naszej rodzimej prasie w kwestiach religii:
„Czy Watykan indoktrynuje dzieci?„
I wpis odnoszący się do tego tematu u Brochy:
„Rzeczpospolita na tropie międzynarodowej radykalnej szajki ateistów„
Co mnie zaskoczyło, to to, że ludzie religijni nie widzą, iż sami ograniczają wolność wszystkich, którzy nie zgadzają się z ich poglądami. Rozumują mniej więcej tak:
„Skoro jest demokracja, to my, będący w większości, mamy rację i już. Demokracja to wybór i my go udzielamy. Ale to my udzielamy tego wyboru a nie nam go udzielają!”
I w momencie kiedy tacy ohydni ateiści mówią „STOP! My się nie zgadzamy, żeby wszystko było budowane na podwalinach religijnych, my żądamy prawdziwej wolności, która daje od początku wolny wybór”, owi religijni dobrzy ludzie strasznie krzyczą o niszczeniu wolności. Nie rozumieją w ogóle, że właśnie oni przede wszystkim wyżej wzmiankowaną wolność zabijają. Wolnością byłoby, gdyby dali swoim dzieciom wybór. Gdyby dali swoim dzieciom wszelką możliwą wiedzę i pozwolili im wybrać drogę, którą by chciały podążać. Niestety religia jest jak marketing wirusowy i transakcja wiązana. Żeby przetrwać musi zarażać już od najmłodszych lat, bez pytania, bez możliwości wyboru i wolnej woli.
Jest to chyba kolejne potwierdzenie relatywizmu, który w religii jest szczególnie powszechny. Takie klapki na oczach i zaprzeczanie, że woda jest mokra…


