Skip to content

Archive for Czerwiec 25th, 2007

25
cze

Relatywizacja wszystkiego

Chyba się ze mną zgodzicie, że w dzisiejszych czasach coś takiego jak relatywizm jest czymś powszechnie stosowanym. Prawda?

Relatywizujemy w zasadzie wszystko. Szczególnie moralne aspekty naszego życia. Taki przykład jaki ostatnio usłyszałem w dyskusji dwojga znajomych moich. Kolega *chwalił się*, że oszukał w sklepie kasjerkę w ten sposób, że kupując torby, gdzie jedna wchodziła w drugą nie przyznał przy kasie, że cena naklejona na tej większej nie oznacza ceny całego kompletu. Sklep duży, ludzi masa to kasjerka nie wnikała i jest do tyłu o _circa_ 70 zł. Kiedy zwróciłem na to uwagę usłyszałem, że *przecież nic się nie stało…* Według mnie stało się i to bardzo wiele… Straciłem sporo zaufania do tego znajomego. Spadł w moich oczach do rangi zwykłego cwaniaczka.

Kolejne relatywizowanie gdzie często wybiórczo patrzymy na te sprawy to wiara. Jakże często mówimy:

bq. Jestem wierzącym katolikiem ale nie wierzę w Kościół i księży.

Takie podejście jest _fizycznie niemożliwe_. Kościół jest nierozerwalnie złączony z wiarą katolicką i chrześcijaństwem. Relatywizm w religii jest zresztą czymś tak powszechnym, że w zasadzie go w ogóle nie zauważamy. No na przykład gdyby powstała religia w której czczono by boga, który został powieszony i zamiast krzyża na ołtarzu byłaby szubienica? Nie jesteśmy w stanie tego przełknąć. A to takie samo narzędzie do zabijania jak krzyż. Spartakus umarł na krzyżu.
Podobnie z *nie zabijaj*, *nie kradnij*. Już w Biblii jest wyraźne relatywizowanie. Pogan można zabijać i okradać.

Jesteśmy tak przesiąknięci relatywizmem, że w ogóle go nie dostrzegamy wokół siebie. Cena cywilizacji? Cena rozwoju? Czy po prostu taka konstrukcja psychiczna? Ale przecież są ludzie, którzy w znacznie mniejszym stopniu relatywizują życie, którzy patrzą szerszym łukiem na całość i wiedzą, że jak „zarobią” na tej torbie ~70 PLN to kasjerka/sklep na tym straci.

bq. Nie ma darmowych obiadów…

Czego brakuje, że relatywizm się nasila? Chyba coś gubimy… I to coś ważnego w mojej skromnej opinii…

25
cze

Ach praca, dom, wesele…

Takie pochłaniacze czasu ostatnimi dniami mnie dopadły. Do tego stopnia mnie dopadły, że nie podołałem i musiałem pisanie blogaska odstawić na czas jakiś. Wracam jednak do tego nałogu bo jak każdy nałóg, tak i on domaga się co by o nim na zbyt długo nie zapominać :-)

*Jeśli chodzi o pracę to bez zmian…* Mam zamiar zawalczyć o podwyżkę póki moja pozycja przetargowa jest dobra. Prezes nie ma nic przeciwko podpisaniu podwyżki dla mnie, musi to jednak wyjść od nowego szefa działu IT, który to szef jest mniej chętny dawać podwyżki swoim pracownikom… Jak nie, to mam już tak serdecznie dość atmosfery w tej firmie, że z chęcią złożę wypowiedzenie i obniżę swoją wartość na rynku pracy… Trudno, ale szanować się trzeba.

*Dom jak to dom.* Ostoja spokojności i kraina szczęśliwości :D Już nie chcę do niego przynosić brudów z pracy, nerwów i narzekań. Aczkolwiek niestety czasami jeszcze korci mnie strasznie, żeby ponarzekać Gabci i _wypłakać się jej w mankiet_. Staram się jednak ostatnio patrzeć na wszystko z dwóch stron i słuchać co inni mówią, żeby wyłapać jeszcze dodatkowe punkt widzenia.

*Weselicho…* Ano działo się działo. Było głośno i wesoło. Poznałem kilka świetnych osób. Fajnie było posłuchać młodych ludzi o otwartych umysłach i szerokich zainteresowaniach. Aż byłem mile zaskoczony, tym iż tyle osób nie utożsamiało dobrej zabawy z ilością wypitego alkoholu. Strasznie to było przyjemne :) Pito wódkę, nie mam zamiaru udawać, że nie, ale nie każdy się chciał nachlać bo go z łańcuch spuszczono. I to mi się bardzo podobało. Kilka zdjęć z wesela i takich około weselnych pewnie się niedługo na Picasie znajdzie.

***
Gabcia mnie pewnie zamęczy jak nie opiszę pewnego zdarzenia, a obiecałem, że opiszę, więc niniejszym opis ów zaczynam:

h3. Pewne zdarzenie

h4. (o wartości śmieci)

Wyjazd na wyżej wspomniane wesele miał się odbyć w piątek o godzinie ~5:20.
Wstałem o 5. rano. Mam to do siebie, że o takiej porze jestem _wysoce nietomny_ i nie kontaktuję jak trzeba. Można ze mną rozmawiać, ja się zgadzam, przytakuję i jestem bardzo zgodny i niekonfliktowy, w imię tego, żeby dano mi jeszcze spokój i odrobinę ciszy na dalszy sen. Tak więc rano w 95% przypadków lepiej ze mną nie umawiać się na ważne spotkania i inne takie, bo ja i tak nie będę pamiętał. Gaba o tym wie :D
No ale, to był wyjazd, więc wstałem i powiedziałem, że wyniosę śmieci. Śmieci, które to Gabcia postawiła pod drzwiami w dwóch reklamówkach. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Następnie w wielkim pośpiechu pobiegliśmy na tramwaj. Mało co zawału nie dostałem. To kolejna przypadłość poranna. Mam swój rytm i kiedy go zaburzę moje ciało się buntuje.
Na tramwaj w sumie się spóźniliśmy ale mieliśmy kolejny więc obyło się bez zwyczajowej paniki i nerwów. Po 5 minutach w tramwaju, kiedy to już zacząłem odzyskiwać jasność myślenia Gaba się zorientowała, że nie zabraliśmy prezentu dla młodych…
Jak już napisałem, zaczęły mi powracać prawidłowe funkcje życiowe i zapaliła mi się taka jakaś czerwona lampka. No i prawidłowo, bo jak się okazało prezent dla młodych wylądował na śmietniku wraz ze śmieciami… Dobrze, że śmieciara jeszcze nie przyjechała i odzyskaliśmy drogocenny _”śmieć”_ :)

Oczywiście na weselicho pojechaliśmy kolejnym pociągiem kilka godzin później.

Nie było źle…

stat4u