Religia jako skutek uboczny – z Dawkinsa #1
Ano tak, cały czas czytam Dawkinsa :) Jako, że czasu ciągle mało, musze go dzielić między Gabę, pracę i naukę (dla tej ostatniej już nic nie starcza :( ), więc na czytanie wyrywam kawałki czasu w wannie czy podróży. (Jak pewnie zauważyliście dla przyjaciół i spotkania też za wiele go nie znajduję).
Dawkinsa książka „Bóg urojony” z każdą kartką staje się coraz bardziej merytoryczna i przestaję ją odbierać jako czcze gardłowanie. To bardzo dobrze :) Nie będę teraz jednak pisał recenzji, chcę tylko napisać o jednym bardzo ciekawym pomyśle jaki w niej wczoraj znalazłem.
Otóż Dawkins przychyla się do tezy postawionej przez innych naukowców, jakoby religia była „produktem ubocznym doboru naturalnego”. O co dokładnie chodzi? Bo brzmi to tak, że jak ktoś nie lizną choćby tematu to nie idzie zgadnąć.
Otóż Dawkins i inni stawiają tezę, że wierzenia religijne powstały dlatego, że pewne zachowania (słuchanie się rodziców i starszyzny plemiennej) były przydatne do przeżycia. Należy słuchać mamy i taty kiedy mówią, żeby nie przechodzić przez ulicę, ale w pewnym momencie takie posłuszeństwo może doprowadzić do tego, że nigdy przez tę ulicę nie przejdziemy. Z tego całego „pomysłu” wynika, że wierzenia religijne przeplatały się z różnego rodzaju radami i wskazówkami dotyczącymi tego, jak przeżyć we wrogim człowiekowi środowisku. Obok rad takich jak: „Nie jedz tych kolorowych grzybów, bo umrzesz.” pojawiły się stwierdzenia: „W porze suszy należy zebrać wszystkich wojowników wokół ogniska i odtańczyć odpowiedni taniec, a na koniec poświęcić bogu dziewicę.” Oczywiście ciężko rozpoznać, która z tych rad jest w 100% skuteczna, a która jest totalnym bzdetem.
Jakie jeszcze są korzyści płynące z przynależności do jakiejś religii? Często ludzie wierzący w to samo związani są ze sobą silnymi pozytywnymi emocjami. Prowadzi to do tego, że szybciej i łatwiej chcą sobie pomagać wzajemnie. Wspólnie walczyć i polegać na sobie. To bardzo ułatwiało przetrwanie.
W książce Dawkinsa takich przykładów znajdziecie znacznie więcej. Podoba mi się sposób w jaki próbuje on wyjaśnić swoje podejście do świata. Przekonuje mnie to.
Parafrazując Michała, który tu jakiś czas temu dyskutował ze mną o religii i bogu:
Świat jest taki jaki jest i nasze pobożne życzenia tego nie zmienią. Możemy sobie wierzyć w latające czajniczki, ale przez to, że w to wierzymy nic się nie zmieniło.
I właśnie to uświadamia nam Dawkins w „Bogu urojonym”, do której to książki na pewno jeszcze na tym blogasku powrócę nie raz w różnych wpisach.
Warto myśleć i krytycznie podchodzić do wszystkiego, także do tego o czym właśnie napisałem :)


