De mortuis aut bene aut nihil
Czyli po ludzku:
O zmarłych należy mówić dobrze albo nic.
Chilon ze Sparty.
A tu się okazuje, że zamieńmy słowo „zmarłych” na „religię” i mamy to, co dzisiaj jest bardzo oczywiste. Jak łatwo obrazić czyjeś uczucia religijne niech świadczy taki oto dialog w tramwaju:
STARSZA PANI (widząc z okna tramwaju Caffe Budda): Czy to nie obraża moich uczuć religijnych?
STARSZY PAN: Yhy
Ale już na przykład krzyż w klasie w szkole podstawowej nie obraża niczyich uczuć religijnych.
Chciałoby się rzec, że najwyraźniej religia jest martwa i należy z pochylonym czołem stanąć nad jej grobem. Szkoda, że tak trudno zrozumieć, że uczucia religijne niczym się nie różnią od preferencji seksualnych czy politycznych. Wcale im się nie należy większy szacunek, a wręcz przeciwnie, ze względu na wysoką szkodliwość społeczną jakiej powodem mogą być emocje spowodowane religią, należałoby je traktować ostrzej niźli preferencje seksualne czy polityczne. Mało kto zostaje fanatykiem seksualnym czy politycznym, a jeśli nawet to często naraża się na społeczne ośmieszenie, a fanatyków religijnych całe mrowie.
————————–
Ostatnio niejaki Michał dostarcza mi sporo rozrywki swoimi komentarzami „pod wcześniejszym wpisem o Bogu„.
Muszę przyznać, że temat religii chyba częściej zagości na tym blogasku, wiele pomysłów mi się krystalizuje w głowie, jak czytam myśli Michała, które zostawia w komentarzach.


