RSS
 

Archive for Czerwiec, 2007

„Bóg urojony” – Richard Dawkins

30 cze

 No i przeczytałem. Przez kilka dni miałem nad czym się zastanowić. Od razu na samym wstępie muszę skrytykować wydawnictwo CiS za ogromną ilość literówek w tekście. Strasznie się spieszyli chyba z wydaniem tej pozycji i zaoszczędzili na korekcie tekstu… A szkoda, bo książka sporo na tym traci.
Przez pierwsze dwa rozdziały miałem obawy czy nie będzie to kolejna książka wojującego ateisty i krzykacza, ale na szczęście później ilość argumentów i ich jakość przeważyła nad krzykliwością tematu. Owszem, Dawkins stara się jak może aby to, co mówi o religii i Bogu było jak najbardziej szokujące czy wyzywające i obrazoburcze, ale nie robiło to na mnie żadnego większego wrażenia. Do mnie przemawiała jakość jego argumentacji. A ta była i jest całkiem mocna.

h1. Komu nie polecam tej książki?

Wszystkim _zbawionym_, którzy są fanatykami i żadne argumenty, nigdy ich nie przekonają. Szkoda nerwów na taką lekturę ;-) Dawkins jest bezwzględny i brutalny – ma w tym swój cel i swoją rację. Zgadzam się z nim, że kwestii wiary nie powinno się traktować inaczej niż na przykład upodobań politycznych. Naprawdę ciężko się z tym nie zgodzić.
Dawkins w *”Bogu urojonym”* jasno podkreśla, że obala tutaj mit boga pochodzącego z jakiegokolwiek z wielkich pism świętych typu Koran, Talmud czy Biblia. Taki Bóg, jeśliby nawet istniał (ale to już moje własne spostrzeżenie), nie jest wart wiary.
Wszystkim tym, którzy Biblię traktują jak wyrocznię, odczytują ja alegorycznie tam gdzie *im* pasuje a dosłownie tam gdzie *im* wygodniej. Nie polecam lektury *”Boga urojonego”* tym osobom, które uznają, że o wierze nie można dyskutować i nie można zadawać pytania:

bq. Dlaczego wierzysz w to a nie w coś innego?

Dla tych osób ta książka będzie nie do przełknięcia.

h1. Komu polecam przeczytanie tej książki?

Wszystkim tym, którzy mają otwarte głowy i chcą popatrzeć na świat religii i wiary z innego punktu. Dawkins nie jest odkrywczy, bo i co tu można odkrywać? On stara się być sprawiedliwy, jeśli tak to można ująć. Nie chce traktować wiary delikatnie. I chwała mu za to.
Książkę tę mogę polecić wszystkim tym, którzy chcą się napawać „zwycięstwem” rozumu nad mitami czy wiarą w różnego rodzaju gusła.

Dawkins dał mi w *”Bogu urojonym”* sporo tematów do przemyśleń o czym zresztą nie omieszkałem na blogasku poinformować choćby „tutaj(Religia jako skutek uboczny – z Dawkinsa #1)”:http://pattern.walth.hostdmk.net/2007/06/12/religia-jako-skutek-uboczny-z-dawkinsa-1 i „tutaj(Moralność Biblii – z Dawkinsa #2)”:http://pattern.walth.hostdmk.net/2007/06/17/moralnosc-biblii-z-dawkinsa-2.
Dzięki lekturze tej książki poszerzyło mi się słownictwo i kilka klapek z oczu spadło :) Nie były to żadne wstrząsy intelektualne ale po przeczytaniu *”Boga urojonego”* czuję się psychcznie lepiej niż przed :D

On tutaj nie obalił teorii Boga w ogóle, on tylko obalił sens wiary w takiego osobowego Boga o jakim mówi większość religii monoteistycznych. Tak ja odebrałem tę książkę, ale nie widzę powodu, dla którego ktoś bardziej cięty na Boga niźli ja miałby stwierdzić, że Dawkins obala zasadność istnienia Boga w ogóle. Dla każdego coś miłego ;-)

***
Teraz określam się mianem *-deisty- panteisty z ateistycznymi konotacjami* ;-)

UPDATE:
Kilka ciekawych artykułów i wywiadów na temat tej książki i jej autora znalezionych w sieci:
„Wirus wiary”:http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead27&news_cat_id=936&news_id=220400&layout=18&forum_id=10429&fpage=Threads&page=text.
„Dawkins: bronię ateistów”:http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,3727779.html?as=1&ias=2&startsz=x.
„Bóg, czyli wielkie zło”:http://przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2945&Itemid=62.
„Riczard Dawkins, ateista cz. I”:http://ateo.blox.pl/2006/08/Richard-Dawkins-ateista-cz-I.html.
„Riczard Dawkins, ateista cz. II”:http://ateo.blox.pl/2006/09/Richard-Dawkins-ateista-cz-II.html.

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • TwitThis
  • Tumblr
 
 

“Klub Dantego” – Matthew Pearl

27 cze

Kolejna książeczka, która od jakiegoś czasu czekała na zaprezentowanie na blogasku :-)

Książka zrobiła na mnie spore wrażenie. Bardzo dobrze się ją czytało i w zasadzie to nie mam zażaleń. Książka jest interesująca a fabuła niegłupia całkiem. Niestety z braku weny twórczej nie skrobnąłem tego wpisu zaraz po przeczytaniu tylko dopiero teraz a to już z miesiąc minął jak odłożyłem ją na półkę… Żeby było śmieszniej nie znalazłem też żadnej sensownej okładki do ukradzenia w Sieci. Znalazłem za to bardzo dobre recenzje tej książki na:

# „Histmagu”:http://www.histmag.org/archiwalia/mag47/klub-dantego-recenzja.html
# U „Pawła Tkaczyka”:http://paweltkaczyk.midea.pl/39/
# Na „BiblioNETce”:http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=38657
# I trochę na angielskiej „Wiki”:http://en.wikipedia.org/wiki/The_Dante_Club

Tak więc sam z lenistwa i braku weny skrobnę jeszcze tylko kilka zdań, tak z kronikarskiego obowiązku. Otóż jak wspomniałem na początku książka mi się podobała. Ciężko było się od niej oderwać i każdą wolną chwilę przy niej spędzałem. Pamiętam jak wieczorem brałem się za czytanie przed snem, oczy mi się już zamykały jednak lektury odłożyć nie potrafiłem. Dzisiaj, po mniej więcej miesiącu od przeczytania, książka nie wzbudza już we mnie aż takich emocji. Generalnie książkę jednak mogę polecić z czystym sumieniem bo naprawdę warto przeczytać.

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • TwitThis
  • Tumblr
 
 

Wolność wyboru a wolna wola

26 cze

Ważna rzecz, prawda?
Ostatnio sporo się zaczyna dziać w naszej rodzimej prasie w kwestiach religii:
Czy Watykan indoktrynuje dzieci?
I wpis odnoszący się do tego tematu u Brochy:
Rzeczpospolita na tropie międzynarodowej radykalnej szajki ateistów

Co mnie zaskoczyło, to to, że ludzie religijni nie widzą, iż sami ograniczają wolność wszystkich, którzy nie zgadzają się z ich poglądami. Rozumują mniej więcej tak:
„Skoro jest demokracja, to my, będący w większości, mamy rację i już. Demokracja to wybór i my go udzielamy. Ale to my udzielamy tego wyboru a nie nam go udzielają!”

I w momencie kiedy tacy ohydni ateiści mówią „STOP! My się nie zgadzamy, żeby wszystko było budowane na podwalinach religijnych, my żądamy prawdziwej wolności, która daje od początku wolny wybór”, owi religijni dobrzy ludzie strasznie krzyczą o niszczeniu wolności. Nie rozumieją w ogóle, że właśnie oni przede wszystkim wyżej wzmiankowaną wolność zabijają. Wolnością byłoby, gdyby dali swoim dzieciom wybór. Gdyby dali swoim dzieciom wszelką możliwą wiedzę i pozwolili im wybrać drogę, którą by chciały podążać. Niestety religia jest jak marketing wirusowy i transakcja wiązana. Żeby przetrwać musi zarażać już od najmłodszych lat, bez pytania, bez możliwości wyboru i wolnej woli.

Jest to chyba kolejne potwierdzenie relatywizmu, który w religii jest szczególnie powszechny. Takie klapki na oczach i zaprzeczanie, że woda jest mokra…

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • TwitThis
  • Tumblr
 
1 Comment

Posted in Religia

 

Relatywizacja wszystkiego

25 cze

Chyba się ze mną zgodzicie, że w dzisiejszych czasach coś takiego jak relatywizm jest czymś powszechnie stosowanym. Prawda?

Relatywizujemy w zasadzie wszystko. Szczególnie moralne aspekty naszego życia. Taki przykład jaki ostatnio usłyszałem w dyskusji dwojga znajomych moich. Kolega *chwalił się*, że oszukał w sklepie kasjerkę w ten sposób, że kupując torby, gdzie jedna wchodziła w drugą nie przyznał przy kasie, że cena naklejona na tej większej nie oznacza ceny całego kompletu. Sklep duży, ludzi masa to kasjerka nie wnikała i jest do tyłu o _circa_ 70 zł. Kiedy zwróciłem na to uwagę usłyszałem, że *przecież nic się nie stało…* Według mnie stało się i to bardzo wiele… Straciłem sporo zaufania do tego znajomego. Spadł w moich oczach do rangi zwykłego cwaniaczka.

Kolejne relatywizowanie gdzie często wybiórczo patrzymy na te sprawy to wiara. Jakże często mówimy:

bq. Jestem wierzącym katolikiem ale nie wierzę w Kościół i księży.

Takie podejście jest _fizycznie niemożliwe_. Kościół jest nierozerwalnie złączony z wiarą katolicką i chrześcijaństwem. Relatywizm w religii jest zresztą czymś tak powszechnym, że w zasadzie go w ogóle nie zauważamy. No na przykład gdyby powstała religia w której czczono by boga, który został powieszony i zamiast krzyża na ołtarzu byłaby szubienica? Nie jesteśmy w stanie tego przełknąć. A to takie samo narzędzie do zabijania jak krzyż. Spartakus umarł na krzyżu.
Podobnie z *nie zabijaj*, *nie kradnij*. Już w Biblii jest wyraźne relatywizowanie. Pogan można zabijać i okradać.

Jesteśmy tak przesiąknięci relatywizmem, że w ogóle go nie dostrzegamy wokół siebie. Cena cywilizacji? Cena rozwoju? Czy po prostu taka konstrukcja psychiczna? Ale przecież są ludzie, którzy w znacznie mniejszym stopniu relatywizują życie, którzy patrzą szerszym łukiem na całość i wiedzą, że jak „zarobią” na tej torbie ~70 PLN to kasjerka/sklep na tym straci.

bq. Nie ma darmowych obiadów…

Czego brakuje, że relatywizm się nasila? Chyba coś gubimy… I to coś ważnego w mojej skromnej opinii…

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • TwitThis
  • Tumblr
 
 

Ach praca, dom, wesele…

25 cze

Takie pochłaniacze czasu ostatnimi dniami mnie dopadły. Do tego stopnia mnie dopadły, że nie podołałem i musiałem pisanie blogaska odstawić na czas jakiś. Wracam jednak do tego nałogu bo jak każdy nałóg, tak i on domaga się co by o nim na zbyt długo nie zapominać :-)

*Jeśli chodzi o pracę to bez zmian…* Mam zamiar zawalczyć o podwyżkę póki moja pozycja przetargowa jest dobra. Prezes nie ma nic przeciwko podpisaniu podwyżki dla mnie, musi to jednak wyjść od nowego szefa działu IT, który to szef jest mniej chętny dawać podwyżki swoim pracownikom… Jak nie, to mam już tak serdecznie dość atmosfery w tej firmie, że z chęcią złożę wypowiedzenie i obniżę swoją wartość na rynku pracy… Trudno, ale szanować się trzeba.

*Dom jak to dom.* Ostoja spokojności i kraina szczęśliwości :D Już nie chcę do niego przynosić brudów z pracy, nerwów i narzekań. Aczkolwiek niestety czasami jeszcze korci mnie strasznie, żeby ponarzekać Gabci i _wypłakać się jej w mankiet_. Staram się jednak ostatnio patrzeć na wszystko z dwóch stron i słuchać co inni mówią, żeby wyłapać jeszcze dodatkowe punkt widzenia.

*Weselicho…* Ano działo się działo. Było głośno i wesoło. Poznałem kilka świetnych osób. Fajnie było posłuchać młodych ludzi o otwartych umysłach i szerokich zainteresowaniach. Aż byłem mile zaskoczony, tym iż tyle osób nie utożsamiało dobrej zabawy z ilością wypitego alkoholu. Strasznie to było przyjemne :) Pito wódkę, nie mam zamiaru udawać, że nie, ale nie każdy się chciał nachlać bo go z łańcuch spuszczono. I to mi się bardzo podobało. Kilka zdjęć z wesela i takich około weselnych pewnie się niedługo na Picasie znajdzie.

***
Gabcia mnie pewnie zamęczy jak nie opiszę pewnego zdarzenia, a obiecałem, że opiszę, więc niniejszym opis ów zaczynam:

h3. Pewne zdarzenie

h4. (o wartości śmieci)

Wyjazd na wyżej wspomniane wesele miał się odbyć w piątek o godzinie ~5:20.
Wstałem o 5. rano. Mam to do siebie, że o takiej porze jestem _wysoce nietomny_ i nie kontaktuję jak trzeba. Można ze mną rozmawiać, ja się zgadzam, przytakuję i jestem bardzo zgodny i niekonfliktowy, w imię tego, żeby dano mi jeszcze spokój i odrobinę ciszy na dalszy sen. Tak więc rano w 95% przypadków lepiej ze mną nie umawiać się na ważne spotkania i inne takie, bo ja i tak nie będę pamiętał. Gaba o tym wie :D
No ale, to był wyjazd, więc wstałem i powiedziałem, że wyniosę śmieci. Śmieci, które to Gabcia postawiła pod drzwiami w dwóch reklamówkach. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Następnie w wielkim pośpiechu pobiegliśmy na tramwaj. Mało co zawału nie dostałem. To kolejna przypadłość poranna. Mam swój rytm i kiedy go zaburzę moje ciało się buntuje.
Na tramwaj w sumie się spóźniliśmy ale mieliśmy kolejny więc obyło się bez zwyczajowej paniki i nerwów. Po 5 minutach w tramwaju, kiedy to już zacząłem odzyskiwać jasność myślenia Gaba się zorientowała, że nie zabraliśmy prezentu dla młodych…
Jak już napisałem, zaczęły mi powracać prawidłowe funkcje życiowe i zapaliła mi się taka jakaś czerwona lampka. No i prawidłowo, bo jak się okazało prezent dla młodych wylądował na śmietniku wraz ze śmieciami… Dobrze, że śmieciara jeszcze nie przyjechała i odzyskaliśmy drogocenny _”śmieć”_ :)

Oczywiście na weselicho pojechaliśmy kolejnym pociągiem kilka godzin później.

Nie było źle…

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • TwitThis
  • Tumblr