To jest już coś tak oczywistego w naszym świecie, że przestaje w ogóle dziwić i zastanawiać. Nowe telefony komórkowe, które niedługo będą miały tyle „bajerów”, że połapać się w tym będzie mógł tylko dzieciak w przedziale 10 -17 lat bo później już umysł nie ten… Coraz to bardziej wypasione laptopy i sprzęt dodatkowy do nich + oprogramowanie, które po prostu musimy mieć…
Stało się to takie normalne, że przestaje się to widzieć. Ludzi w centrum Warszawy ze słuchawkami w/na uszach zaczyna być więcej niźli takich, którzy tego sprzętu nie mają na sobie. Dwa telefony komórkowe już nikogo nie wprawiają w zdumienie. Do tego jakiś iPod czy inny _em-pi-frii plejer_ i „szafa gra”.
Przez to „gadżetowienie” obcowiejemy. Siedzę w tramwaju i przyglądam sie tym „scyborgizowanym” ludziom. Surowe twarze bez emocji, albo znowu krzykliwe emocje przy każdym wydechu. Brak stonowania, jakiegoś takiego wypośrodkowania. Albo chcą być zauważeni przez cały świat, albo wolą zamknąć się w swoich zamkach z lodu. Oczy uciekają jak tylko natknął się na cudze – to akurat nie tylko efekt „gadżetowienia”, to też strach przed „dresikami”.
Tępy wzrok wywalony za okno tramwaju zdaje się mówić, że i tak nic nie rejestruje. Co gorsza zdaje się mówić, że organ zwany mózgiem już przestał działać. Płynie sobie muzyka ze słuchawek, inni ludzie są po prostu jak jakieś przeszkody, które trzeba wyminąć nie poświęcając im minimum uwagi nawet. Możliwe, nawet, że „cyborg” taki nie przeżywa raz jeszcze dnia dzisiejszego… O czym taki „cyborg” myśli?
O czym śnią cyborgii?
