Uwaga, znowu będzie o pracy. I do tego mnóstwo przekleństw.
Dzisiaj nasz Miłościwie nam panujący prezes, brylantem zwany przez piękniejszą część naszego zespołu, zwolnił z rana pewnego informatyka. Owszem, nazywanie tego pana informatykiem to faktycznie może pewne nadużycie jest, ale jednak był to człowiek, który w nawale pracy jaki mamy, stawał sie coraz bardziej przydatny do tych najbrudniejszych zajęć. Prezes jednak, w swojej niezgłębionej mądrości postanowił się go pozbyć bo przecież za oszołamiającą kwotę 1200 PLN on nie będzie trzymał technika, który zapierdala po Polsce i instaluje nowe punkty i generalnie robi najbrudniejszą w naszej firmie robotę „informatyczną”. Po co się pytać dział IT o to, czy przypadkiem nie mają już zaplanowanych działań na najbliższe 2 tygodnie z tym właśnie informatykiem? No po co? Po co się w ogóle o cokolwiek pytać działu IT co może dotyczyć pracy tego działu? Jaki jest sens? Lepiej przyprowadzić jakiegoś pana w ramonesce i ogłosić, że:
bq. Oto nowy informatyk. Proszę go przeszkolić.
Zwolnić tak samo prosto jak zatrudnić. A czy chuj strzeli dział IT to już nie ważne. Dwie osoby zrobią pracę trzech i pół (acha, bo nie pisałem, że kol. Łukasz nie przedłużył umowy, no właśnie…). Ja to też pierdole. Jak się mnie traktuje jak gówniarza, to ja przecież wypowiedzenie już raz składałem, złoże znowu, tylko tym razem nikt mnie już nie przekona do zaniechania tego czynu.
Kurwica człowieka strzela jak patrzy jak się traktuje naprawdę dobry zespół ludzi, którzy potrafią naprawdę zasuwać w tej chujowej robocie i nikt nie podziękuje nawet za to zasuwanie. A niech się tylko coś zjebie…. oooo to wtedy prezesostwo od razu zacznie chuje słać. Tak, chuje, bo prezesostwo jest zamiłowane w łacińskiej odmianie języka potocznego i nie szczędzi go swoim pracownikom. To tak dla wyrównania poziomu…
Kurwica nie czaska…
Chuj bombki strzel, wigilii nie będzie…
No! ulżyło mnie trochę, aczkolwiek nadal uważam, że to wszystko to:
h3. Jeden Wielki Chuj!
I ja się na to już mentalnie i fizycznie wypinam i niedługo się o tym przekonają. Za gorąca we mnie krew płynie…
