h3. …ale nie *G*
Zgadzam się w 100%, że światem rządzi pieniądz. Jednak chęć przedłużenia własnego gatunku rządzi *całym* światem a nie tylko jego ludzką częścią, tak jak to jest w przypadku kasy.
Ciekawostką, która mi się wydaje warta uwagi, jest to, że często nie zdajemy sobie sprawy z tego, iż podejmujemy się jakiś działań właśnie z powodów, że je tak tu brzydko nazwę – *prokreacyjnych*. Wydaje nam się, że coś robimy, lub, co ciekawsze, nie robimy bo mamy jakiś _skomplikowany_ powód. Gdyby jednak zastanowić się głębiej to okazuje się, że działania jakich się podejmujemy zbliżają nas (w naszym odczuciu) do prokreacji.
Oczywiście to bardzo uproszczony model, rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana. Często podejmujemy się pewnych działań ponieważ *musimy* a nie dlatego, że są one ze swej natury *prokreacyjne*. I tutaj jednak, jeśli się głębiej nad tym zastanowić, wychodzi, że kierują nami inne popędy – pieniądze, bezpieczeństwo, strach, lenistwo itd.
Często też jest tak, że to, co robimy może okazać się mało prokreacyjne w swoim efekcie, jednak często wystarczy sama nadzieja na taki a nie inny finał, żebyśmy się danego działania podjęli.
Do czego zmierzam? W zasadzie to do niczego konkretnego. To o czym tutaj piszę, nie jest odkryciem – po prostu zapragnąłem „zwerbalizować” myśl, która mi jakiś czas temu do głowy zawitała, gdyż myśl niesprecyzowana zawsze mi siedzi we łbie i nie odpuszcza.
Popęd płciowy jest chyba jedną z silniejszych emocji, jakie doświadczamy codziennie, szczególnie płeć męska ma tutaj największe „ciśnienie”. Jako mężczyźni na pewno inaczej tę chuć odbieramy niźli kobiety. Brak instynktu macierzyńskiego (albo jego szczątkowa wersja) sprawia, że myślimy raczej w kategoriach chwilowego zaspokojenia potrzeby seksualnej, zostawienia genów i pójścia dalej w poszukiwaniu kolejnej samicy. Prymitywne, ale nie w negatywnym sensie tego słowa, gdyż taka jest konstrukcja faceta. To, co większość z nas musi robić na co dzień pokazuje, że jednak potrafimy wyjść poza tę naszą prymitywną naturę. Nie wszyscy zdradzają przy każdej nadarzającej się okazji, nie wszyscy dają sobą kierować tym najniższym instynktom i to jest pocieszające.
To *nie jest* obrona męskich świń, które traktują kobiety jak zabawki czy przedmioty. Chciałem w jakiś w miarę przystępny sposób pokazać, że nie jesteśmy tak prostymi istotami. Też szarpią nami całe tabuny emocji, których nie możemy ot tak _wypłakać_ na ramieniu przyjaciółki. Nie będę się tutaj zagłębiał w tajniki męskiej psychiki :-)
Ciekaw jestem jak to jest z kobietami? Czy też popęd seksualny jest tak ważny? Zapewne nie. Wszystko jest pewnie inne niż męski punkt widzenia świata. I chyba dzięki temu wszystko to jest takie ciekawe.
