Skąd biorę spokój? Czy jestem szczęśliwy?

Człowiek nie taki, żeby się nie denerwował. Nerwy to dla wielu z nas codzienność. Jednych motywują do pracy, pomagają się ogarnąć i iść do przodu, drugich przygniatają do ziemi i nie dają żyć. Dla jednych i drugich permanentny stan zdenerwowania ma negatywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne.

To takie normalne w dzisiejszym świecie się spieszyć. Takie normalne i oczywiste przeklinać. Szybkie chodzenie, szybkie mówienie, pilne sprawy do załatwienia na wczoraj itd. Nerwowa atmosfera robi się sama. Spokój potrzebny od zaraz. Sądzę, że większości z nas.
Tylko skąd go wziąć?

Powiem Wam co mi daje spokój.

h3. Poczucie własnej śmiertelności.

Wiem, że to dziwne, ale nie boję się śmierci. Wszystko w jej obliczu staje się marnością. Problemy z przełożonym? Phi…
Wierzę w reinkarnację, w wędrówkę dusz i samodoskonalenie się poprzez przeżywanie kolejnych wcieleń. Tak więc śmierć jest dla mnie przypomnieniem, że nie zawsze warto się przejmować tym, co się dzieje w naszym życiu tu i teraz.

h3. Wobec nieskończoności wszystko jest marnością.

To jest tak jak ze śmiercią. Wszechświat, Bóg, Bogowie czy jakikolwiek inny Absolut mający odpowiedź na ostateczne pytanie _”Dlaczego?”_ jest tak niesamowity, że cóż znaczy przy nim moje życie? Wszystko staje się przy tym przejściowe i tymczasowe.

Absolutnie takie podejście nie przeszkadza mi w cieszeniu się życiem. Wręcz przeciwnie, dzięki temu jest mi o wiele łatwiej cieszyć się tym, co mnie otacza. Przerażającą wydaje mi się myśl, że po śmierci nie ma już nic, albo, że po śmierci zostanę oceniony i albo pójdę do nieba albo będę się smażył w piekle. Fascynuje mnie zdobywanie doświadczenia, rozwijanie się i dążenie do doskonałości. W ciągu tych kilkudziesięciu lat jakie mamy możliwość przeżyć w ciągu jednego życia, nie ma na to wszystko szansy. Jesteśmy ludźmi i błędy popełniać musimy, inaczej się nie uczymy. Karanie za te błędy jest przejawem okrucieństwa i to największego z możliwych. To tak, jakbyśmy maltretowali dziecko w szkole za to, że zrobiło błąd ortograficzny.

Umrzeć i na tym zakończyć wszystko też mi nie pasuje. To jaki jest tego sens? Nie ważne co osiągnę tutaj (nie chodzi mi o osiągnięcia materialne a duchowe), nie ważne kim się stanę jako człowiek i tak wszystko przepadnie… Geny jakoś tam zostaną, ale mój dziadek nie żyje we mnie jako świadoma istota…

Trochę przydługa ta dygresja wyszła, ale chciałem, żeby dało się zrozumieć, że mimo wszystko czuję się szczęśliwym człowiekiem.

Spokój płynący ze świadomości iż wszystko przemija nie zabiera mi radości życia. W tym wszystkim jest przewrotna myśl, że właśnie dlatego, że _”wszystko płynie”_ szczęście i spokój są na wagę złota i cenie je bardziej niż wydaje się to konieczne.

Print Friendly
  • http://blog.gatti.pl gattina

    podoba mi się taka filozofia….

  • http://waltharius.pl walth

    Cieszę się :) Ta filozofia się sprawdza w moim przypadku.