Internet umożliwia takie właśnie pomysły na szeroką skalę, z wieloma ludźmi z najróżniejszych stron nie tylko własnego grajdołka. Powstało i pewnie powstanie całe mnóstwo serwisów służących tylko li w jednym celu – wymienianiu się przeczytanymi książkami.
Ja nie będę chyba nigdy użytkownikiem takich serwisów, gier czy po prostu przyjacielskich zabaw. Nie umiem oddać komuś książki, którą kupiłem i przeczytałem. Nie dlatego, że dbam o książki. Nie dbam o nie ( z wyjątkiem tych specjalnych). Zaginam kartki, czasem łamię całą książkę, byleby mi się wygodniej czytało, pisze po książkach (chociaż rzadko), podkreślam interesujące fragmenty.
Ja po prostu, te książki rozdziewiczam :)
Nie przepadam za czytaniem książek, nie będących moją własnością. Owszem, często mi się zdarza, szczególnie ostatnio, czytać książki pożyczone, ale i tak jestem ich pierwszym czytelnikiem (oczywiście staram się być niewidocznym pierwszym czytelnikiem). Dlatego bardzo się zawsze cieszę, kiedy Gabrysia przyniesie jakąś książkę i okaże się ona marna :) Pożyczone książki, o ironio, mogą być kiepskie.
Cieszę się też jak kupię jakąś książkę (najczęściej pod wpływem impulsu), która sprawi, że mój świat stanie się bogatszy.
Książki to wspaniałe, naprawdę ważne w moim życiu przyjemności. Równie ważne, a może nawet ważniejsze niż muzyka…
Dlatego nie za bardzo przemawia do mnie pomysł wymieniania się książkami.
Inna sprawa antykwariaty lub „białe kruki”. Tutaj nie przeszkadza mi, że nie jestem ich pierwszym czytelnikiem :D
