Linux vs Windows według Marcina
Tekst ten powstał w maju ubiegłego roku.
Jakoś tak mnie naszło na takie prywatne porównanie tych dwóch wielozadaniowych systemów operacyjnych. Swego czasu byłem dość zaawansowanym użytkownikiem Windowsa. Bawiłem się dość swobodnie rejestrem systemu, zmieniałem wiele ustawień systemowych, instalowałem nakładki zmieniające funkcjonalność okienek do tego stopnia, że zaczynał on przypominać zupełnie inny system operacyjny. Powoli nie wystarczała mi podstawowa konfiguracja jaką mogłem przeprowadzić tuż po instalacji systemu. Zaczynałem sięgać głębiej i głębiej, ale niestety większość programów, które to umożliwiały były (są) płatne i musiałem korzystać albo z wersji pirackich albo 30-dniowych triali. Im głębiej i lepiej chciałem poznać i skonfigurować Windowsa tym większe problemy napotykałem. Coraz częste zwiechy systemu i bsody uniemożliwiały jakąkolwiek pracę. Najgorsze, że znalezienie rozwiązania w necie zazwyczaj spełzało na niczym. Po wielu googlogodzinach trafiłem na to forum.
Znalazłem tu sporo odpowiedzi na swoje pytania, ale zaraz zaczynałem coraz lepiej pojmować, że nie rozumiem systemu. Podmieniam pliki, jednak to wcale nie daje mi poczucia, że wiem co robię. Po prostu wykonuję pewne instrukcje jak małpa. Próba zdobycia głębszej wiedzy na temat tego jak to działa i w ogóle dlaczego działa spełzała na niczym. Zwyczajnie zaczynało mnie to denerwować. Nie myślałem jednak o zmianie dystrybucji. Dużo grałem.
Z czasem mój windows przestawał przypominać windowsa. I jakoś coraz bardziej mi się to podobało. Jednak mój głód wiedzy o zasadach działania windowsa z każdym tygodniem stawał się coraz większy. Nie drażniło mnie to, że wszystkie programy muszę cracować albo korzystać z ich 30-dniowych wersji. To było tak normalne jak oddychanie. Oczywiste było, że przecież nie kupię sobie WindowBlinds bo mnie nie stać, bo ten program nie był też w moim odczuciu wart takich pieniędzy. Zwalniał komputer i powodował masę błędów. Ale używałem go bo nie było alternatywy sensownej.
W końcu przyszedł taki moment w moim życiu, że wszystko co ważne się rozleciało. Niewiele z tego okresu pamiętam. Przypominam sobie jak poszedłem do Empiku i mój wzrok przyciągnęła pewna gazetka linuksowa. Kupiłem Linuksa. Ot tak! <pstryk> i już :-)
Linuks się nie chciał zainstalować. Był to Aurox 9.0 chyba. W każdym razie nie chciał się instalować ani w trybie graficznym ani w tekstowym. Kupiłem więc Mandrake 10.0 Community. Okazało się, że to też porażka, bo Community oznaczało coś jakby wersję Beta. Nie zrażając się kupiłem jeszcze Slacka i Fedorę i chyba jeszcze jednego Auroxa. Boje z tymi Linuksami pamiętam już w tej chwili średnio. Wiem, że w końcu zamówiłem za jakieś 120zł pudełkową wersję Mandrake 10.0 Power Pack. I przez następne 7 miesięcy korzystałem z tego doskonałego (w mojej opinii) Linuksa.
Windowsa ciągle miałem na dysku. Ach te gry :-) Miałem go też dlatego, że mój ówczesny dostawca internetu (UPC Chello) nie umiał sprawić, żeby pod Linuksem mi ten internet działał z taką szybkością jak pod Windowsem. Tak więc przełączałem się między tymi systemami. Na początku przejście z Windows na Linuksa było jak wejście do klatki. Nie wiedziałem nic. Czytałem za to dużo forów i stron internetowych. Ale Linuks nie podobał mi się jeszcze tak bardzo. Wadami było to, że się nie klika niczego tak jak u konkurenta. Oczywiści wszystkim twardo mówiłem, że to są zalety, ale czasami sam byłem tym zmęczony. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale właśnie to był okres zmiany mojej filozofii korzystania z komputera.
Coraz rzadziej włączałem Windowsa. Już tylko po to, żeby pograć. W końcu już i nawet o grach zapominałem.
Strasznie mi się podobał pod Linuksem wygląd okienek i porgramów. Jestem wzrokowcem i uwielbiam mieć jakieś bajery na pulpicie. Dochodziłem powoli do wniosku, że Windows nawet z WindowBlinds nie będzie taki konfigurowalny i śliczny jak może być Gnome czy KDE.
Coraz rzadziej włączałem Windowsa.
W końcu zmieniłem mieszkanie i w nowym miejscu był internet, który śmigał i pod Linuksem :-)
Windows stracił rację bytu na dysku. A ja straciłem chęć do gier ponieważ zbyt nużące było zabezpieczanie Windowsa przed kolejnymi wirusami, trojanami i innym paskudztwem. Kiedy człowiek przez 2 tygodnie zostawi windowsa i używa Linuksa to powrót do Windowsa jest szokiem. Wydawało się, że system był zabezpieczony – najnowsze wersje antywirusów, spyware i co tam tylko się da ale po 14 dniach niestety komputer był jak sito. Próba updatu do nowszych wersji różnie się kończyła. Ta walka zaczynała mnie wnerwiać. Tylko po to, żebym mógł grać musiałem instalować i dbać o te wszystkie programy ochronno-obronne.
Ja jestem człowiekiem, który jak się w coś wciągnie i przestawi swoje myślenie na nowe tory to później nie chce mu się już wracać do starych zabawek i starej piaskownicy. Windows uległ Linuksowi a jego dotychczasowe włości zagarnął zwycięzca.
Dlaczego tak się stało?
Sądzę iż Linux dostarczył mi to czego szukałem pod Windowsem. Dostarczył mi możliwości dowiedzenia się JAK to działa. Dał mi pełną kontrolę nad sobą. Potraktował mnie jak właściciela komputera, na którym go zainstalowano a nie jak intruza, którego trzeba szpiegować i chronić przed nim samym. Nagle zaraz po instalacji systemu miałem gotowe środowisko do pracy i zabawy. Wszystkie programy potrzebne mi były już zainstalowane. Nie musiałem dodatkowo szukać po necie różnych cracków do płatnych programów, które chciałem (a często wydawało mi się, że również musiałem) mieć u siebie. Skończył się problem z wirusami i trojanami. Po prostu zrozumiałem, że dla mnie Linux jest najlepszym systemem operacyjnym.
Owszem jestem przeciwnikiem Windowsa bo uważam go za śmieciowy system operacyjny. Taki FastFood, który zatruwa nasze organizmy. Ale jest to moje prywatne zdanie i rozumiem, że ktoś może się z tym nie zgadzać, tak samo jak są ludzie, którym smakują hamburgery i frytki z MacDonaldsa :-)
-
Gracjan
-
http://waltharius.pl walth
-
Soltys
-
http://waltharius.pl waltharius
-
Soltys
-
http://waltharius.pl waltharius


