Żółte karteczki – używa ktoś?
Ja używam, ale tylko w pracy. Kiedy pracy jeszcze nie miałem to nie używałem tego wynalazku. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego :) Serio.
Trzeba coś szybko zanotować żeby z pamięci nie uleciało – biorę stos żółtych karteczek, byle jak notuję niezbędne dane, przyklejam na monitor albo gdzieś obok i zajmuję się dalej bieżącą lub ważniejszą sprawą, po to, aby później zająć się tą zanotowaną na karteczce. Dla mnie rewelacja bo umiem na raz zajmować się tylko trzema, góra czterema sprawami. Jak się ich robi więcej to po prostu wolę zanotować to na kartce i gdzieś przykleić. Co jakiś czas _skanuję_ biurko w poszukiwaniu takich właśnie, jeszcze nie „obrobionych”, karteczek. Owszem, w ten sposób powstaje bałagan, albo „artystyczny nieład”, na biurku, ale mi się bardzo dobrze pracuje w takim chaosie. Kilka razy dostałem ochrzan od mojego „przełożonego” ale niewiele sobie z tego robię, bo najwyższą efektywność w pracy mam właśnie na zabałaganionym biurku. Jeden warunek:
* Biurko musi być zabałaganione przeze mnie, inaczej nie ogarnę co i jak :)
Wiem, że są komputerowe żółte karteczki, ale to nie to samo. Za dużo roboty z kliknięciem na ikonkę i wpisywaniem z klawiatury. Jak trzeba coś szybko to najlepiej złapać plik kartek i zapisać czym popadnie. Na ekranie się tak nie da, szczególnie jak właśnie próbujemy przez ssh(secure shell) naprawić jakiś komputer w sieci, do tego, czekając na połączenie analogowe z komputerem, piszemy maila itd. Tutaj papierowe kartki są *nie-za-stą-pio-ne*.
Ktoś ma podobne odczucia?
MyBlogLog – ścieżka w Sieci
Kilka dni temu z nudów zapisałem się do społeczności „MyBlogLog(Mój profil na MyBlogLog)”:http://www.mybloglog.com/buzz/members/waltharius. Jakoś tak zaintrygowało mnie to, że można się pokazać na czyimś blogu, wcale nie zostawiając komentarza. Można pokazać, że się czytuje tego bloga, można komuś na koncie MyBlogLog zostawić informację, że się coś podoba lub nie, zaprosić do jakiegoś „community” itd.
Inną sprawą, dla mnie znacznie ważną, była możliwość znalezienia w jednym miejscu ciekawych blogów wraz z ich autorami. Przemówiło to do mnie i dzięki MyBlogLog mój czytnik RSS(Really Simple Syndication) powiększył się o kolejne kilka blogów do poczytania. Na razie spora część z tych blogów jest na „okresie próbnym”. Zobaczę ile z nich jest aktualizowanych regularnie, ile jest ciekawych itd. „Google Reader”:http://www.google.com/help/reader/tour.html oferuje takie mini statystyki, które pokazują jakie blogi są aktualizowane często a jakie umierają albo już umarły. W zasadzie nie przeszkadza mi trzymanie nieaktualizowanych blogów w czytniku RSS(Really Simple Syndication) nawet ich nie zauważę. Blogi, których treść zidentyfikuję jako nieciekawą też szybko skończą swoją bytność u mnie.
Ale nie o Google Reader miało być :)
Tak więc MyBloLog spodobał mi się i jak na razie zostaje. To znaczy zostaje na moim blogu widget do MyLogBlog a i ja zostaje aktywnym członkiem tego serwisu. Co będzie z tym dalej – nie wiem, na razie jest fajna zabawa.
„Przenajświętsza Rzeczpospolita”-J. Piekara
Do tek książki podchodziłem 2x. Za pierwszym razem przeczytałem słowo wstępne od Autora i kilka stron powieści i książka poszła na bok. Sięgnąłem po „Robota”:http://pattern.walth.hostdmk.net/2007/02/24/robot-adam-wisniewski-snerg – Snerga a później wywiad z „Bartoszewskim”:http://pattern.walth.hostdmk.net/2007/03/06/wladyslaw-bartoszewski-skad-pan-jest-michal-komar
Od *”Przenajświętszej Rzeczpospolitej”* odrzuciło mnie właśnie słowo wstępne. Polityczne zapatrywania Piekary, które w moim odczuciu są śmieszne. Zraziło mnie to strasznie do dalszej lektury i musiałem tę niechęć zwalczyć. Udało się i wczoraj wieczorem skończyłem czytać *”Przenajświętszą…”*.
Cóż, książka daje się przeczytać, nawet momentami pobudza do myślenia. Nie jest to arcydzieło, bo moim zdaniem postacie opisane przez Autora są dość płytkie i przewidywalne, rzadko zaskakują. Jednak są tworzone konsekwentnie co oznacza, że z łotra nie zmienią się nagle w dobrego samarytanina. Bóg i Diabeł toczą walkę w naszym kraju. Boga w zasadzie nie ma bo zabili go ludzie ale Diabeł oczywiście jest :D
Krajem rządzi Kościół i księża, bieda, strach i brak wartości moralnych przeżarł całe społeczeństwo, nie zostawiając nic, co by się nadawało do recyclingu… Oczywiście udaje się wygrzebać z tego trochę ludzkich odruchów, ale grzebać trzeba naprawdę mocno i brutalnie.
Nie będę opisywał książki, przeczytacie zobaczycie, nie przeczytanie – straty wielkiej nie poniesiecie ;-)
Jeszcze tylko słów kilka o zakończeniu. Według mnie zbyt napuszone i chyba _Piekara_ nie wiedział za bardzo jak to napisać. Opowiastka z obrazem życia, z niesieniem na rękach i takie tam… tak jakbym czytał *Coelho* czy inne książki z serii *Balsam dla Duszy* :D
Spodziewałem się czegoś bardziej błyskotliwego…
P.S.
I tym razem się nie pomyliłem z nazwiskiem autora książki, tak jak miało to miejsce przy opisie „Wieszać każdy może”:http://pattern.walth.hostdmk.net/2007/01/12/wieszac-kazdy-moze-a-pilipiuk Andrzeja Pilipiuka :)


