Pierwsze spojrzenie na nowe wydanie „Diuny” by Herbert od Rebisa
Ale długaśny tytuł…
Co prawda dzisiaj jest taki dzień (jeszcze), że to kobiety powinny dostawać prezenty, ale tak się złożyło, że Gaba w końcu zrealizowała swoje groźby co do zdobycia dla mnie nowego wydania „Diuny” Franka Herberta. Na wznowienie szarpnęło się wydawnictwo Rebis. Cudownie pachnie farbą drukarską – powiedzieć, że „śmierdzi” może tylko barbarzyńca ;-). Fantastycznie ciężka, (chyba) szyta, skrzypiąca i nowiuśka :) Jak dobrze być facetem i mieć w sobie ciągle tego małego chłopca, by cieszyć się jak dziecko… :)
Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł jakiś niedociągnięć.
Otóż na miejscu rzeczonego wydawnictwa nie chwaliłbym się, że ilustrował to wydanie Wojciech Siudmak. Zaprawdę dokonał on profanacji… Facet chyba nie czytał książki i pojęcia nie ma o tym co ilustrował i dlaczego. Jedynie może ze dwie czy trzy ilustracje, skądinąd całkiem niezłe, wpasowują się w klimat książki. O okładce już nie wspomnę. Ale co tam, w końcu ktoś wznowił to dzieło w naszym pięknym kraju :)
Fajną rzeczą jest zakładka utrzymana w klimacie książki. Na jednej stronie jest przedstawiona „Diuna” – trochę kolory nie odpowiadają rzeczywistej książce… Na odwrocie znajdują się okładki pozostałych pięciu tomów serii:
- „Mesjasz Diuny”
- „Dzieci Diuny”
- „Bóg Imperator Diuny”
- „Heretycy Diuny”
- „Kapitularz Diuny”
Papier na którym jest wydrukowane to dzieło sprawia przyjemne wrażenie w dotyku. Miękki i uległy palcom. czcionka duża i wyraźna znacząco podnosi grubość i ciężar całego tomu :)
Bardzo ładnie też prezentuje się sam grzbiet książki, który na półce będzie wygląda bardzo majestatycznie a jak już skompletuję resztę tomiszczy, wszystko razem, mam nadzieję, będzie sprawiało naprawdę przyjemne wrażenie dla oka. Ech, gdyby tylko te obrazki były bardziej w klimacie Arrakis… No ale nie można mieć wszystkiego…
8 marca – „ten” dzień…
Wbrew pozorom nie będzie o Dniu Kobiet. (Tak na marginesie wszystkim Kobietom w ten dzień – udanych zakupów ;-) ).
Otóż rok temu przeprowadziliśmy się do obecnego, wynajmowanego przez nas mieszkanka. To już rok…
Jeden pokój, kuchnia (mała, super ciasna kiszka :) ), całkiem kolorowa łazienka i przedpokoik :) Generalnie (chyba jedno z częściej używanych przeze mnie słów), jest całkiem fajnie.
Niniejszym chciałbym na łamach tego bloga podziękować Waldkowi i Agatce za pomoc w owej przeprowadzce :D
Tak więc:
DZIĘKUJEMY! :D
Z tym mieszkankiem wiążą się całkiem miłe wspomnienia:
- Założenie bloga
- Pierwsza praca
- Materac :D
Chyba jeszcze nie mieszkałem przez rok w jednym miejscu będąc w Warszawie już jakieś 5 – 6 lat. Ciekawe doświadczenie. Polecam ;-)


