Właśnie przypadł mi zaszczyt otwarcia kilku nowych torebek z ziołami do potraw. Pierwszy zapach jest naprawdę niesamowity. Taki smaczny, że aż normalnie radością nastraja i nadzieję jakąś uwalnia.
Niby nic, trochę suszonych roślin a jakie przyjemne w dotyku i zapachu. W smaku to tak raczej mniej. Palce pachnące mieszanką kilkunastu ziół to przyjemna rzecz. Człowiek po chwili zapomina mocy zapachu świeżych ziół, muk palce do nosa i już cząstka zapachu wraca.
Lubię też tak sobie te zioła rozgniatać w palcach i wsypywać do potrawy. Czuć jak się rozdrabniają między opuszkami palców, jak zostawiają swój zapach na skórze, jak sprawiają, że skóra staje się delikatniejsza.
Chyba mi odbiło…
Za dużo ziół(ek) – jak to mawiają ;-)
