Krówka

Wczoraj kolejna burza w pracy, tym razem już chyba nie w szklance wody i coś chyba wychlapało się na zewnątrz. Jakoś jednak nie miałem chęci ani sił czegokolwiek wczoraj na blogu pisać. Spokojnie, nie będę nikogo dzisiaj katował informacjami z mojej firmy :) Mnie też to już nudzi…

Tak sobie siedzę w ten wolny od pracy wtorek i czuję się jakoś nietęgo. Psychicznie. Skończyłem czytać książkę (o której niedługo napiszę), zabrałem się za kolejną (o której też kiedyś napiszę), włączyłem pranie, nieprzetkany zlew w ubikacji nadal czeka w kolejce, poszukiwania zagubionych łyżek, noży i widelców też jeszcze nie rozpoczęte i nie zanosi się wcale na to, że szybko się rozpoczną.

Cholernie leniwy dzień… Taki bez wyrazu a jednak i tak lepsze to niż stan w jakim się znajdowałem kilka tygodni temu… Umysł teraz jakoś przyjemniej pracuje, weselej, filozoficzniej… Generlanie „chciejniej” bardziej niż „niechciejniej”.

Na szczęście niesmaczne wino kończy się już w butelce i przy odrobinie szczęścia i następnym spaghetti-obiedzie ulegnie całkowitemu zanikowi…

Pieniądze do zapłacenia za lokum, też sobie leżą i czekają…

..a krówkę zjadłem.

Dziękuję!

Print Friendly