„Wędrowiec” – Leiber Fritz
Przyznaję ze wstydem, że tę książkę przeczytałem kilka miesięcy temu i już nie za bardzo pamiętam co i jak :)
Pamiętam, że książka nie wywarła na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia. Ciekawy pomysł, fabuła nawet wciągająca, ale bohaterowie płytcy i niezbyt umiejętnie nakreśleni. Dlatego tak dłuuuugo nie mogłem się zabrać za napisanie tej recenzji. W zasadzie nie ma co recenzować za bardzo.
Ludzkość spotyka wyższe formy życia i okazuje się, że nasze istnienie nie wcale konieczne do istnienia Wszechświata. Obce cywilizacje są jak magicy, mogą manipulować materią w sposób dowolny a my możemy tylko patrzeć jak mrówki na pożar, który ogarnia ich las.
Oczywiście daje się odczuć – i to dość wyraźnie – wiek tej powieści. Opublikowana została w latach 60-tych, kiedy „moda” była trochę inna niż dziś. Wielkie katastrofy były towarem sprzedającym się najlepiej. I tutaj mamy wielką katastrofę. Niestety zabrakło werwy do opisania tych wszystkich potężnych kataklizmów. Tak jakby Autor oglądał je zza przyciemnianej szyby i tak, jakby nie dotyczyły one jego rasy tylko kogoś zupełnie obcego.
Myślę, że warto przeczytać tę książkę, chociażby po to, żeby zapoznać się z ciekawym pomysłem. Poznać także po części lata 60-te ubiegłego stulecia, które odcisnęły swoje piętno na fabule. Ja żadnych uniesień emocjonalnych nie doświadczyłem, aczkolwiek na pewno książka może kogoś zainteresować.


