Zapach świeżyzny
Se tytuł wybrałem, no nie? ;-)
Straszną przyjemność sprawia mi zabawa nowym systemem operacyjnym (konkretnie chodzi mi o jakąś nową dystrybucję). Lubię sobie zainstalować coś takiego nowego na dysku i pracować. Porównywać z pracą wcześniejszego systemu, odkrywać nowe możliwości.
Jest w tym coś takiego niesamowicie przyjemnego. Jak zapach świeżo wyjętego chleba z pieca. Taka obietnica chrupiącej skórki i miękkiego miąższu w środku :)
Tak właśnie odbieram instalację i później poznawanie nowego systemu operacyjnego.
Porąbany jestem. Wiem :P
Przecież to TYLKO czas…
Jakoś tak przy okazji rozmowy na jabberze ze starym znajomym z gry online x-wars, stwierdziłem, że nie chciałbym już zacząć w to grać znowu.
bq. Szaleństwo.
Powiedziałem.
bq. Dlaczego? Przecież to tylko czas.
Padło pytanie po drugiej stronie komunikatora.
Jak dla mnie *czas to życie.* Owszem ważne, żeby mieć „czas dla znajomych, panny i na naukę”. Ważne jest też aby wszelkie wybory, albo przynajmniej jak najwięcej z nich robić z pełną świadomością. Ważne jest, żeby być z tych wyborów zadowolonym. Bo skoro to nasze życie, to niech będzie jak najprzyjemniejsze.
Tak się zastanawiam ileż to ja już tego życia zmarnowałem i czy właśnie w tej chwili go nie marnuję… Nie, nie chodzi o pisanie na blogu, ale o siedzenie 10,5h w pracy, która w sumie nie rozwija mnie jakoś specjalnie. Albo czy czytanie książki, która też raczej żadnych wartości etycznych, emocjonalnych czy intelektualnych nie wnosi do życia…
Owszem, to błędne koło. A ja jakoś tak zafilozofowałem się za bardzo. Tak naprawdę to każda z czynności pozostawia jakiś ślad. Ta praca daje mi jakieś doświadczenie w zawodzie, daje mi umiejętność współpracy z ludźmi a do tego pokazała mi, że nie jestem człowiekiem lekceważącym sobie swoje słowa. Sporo się dzięki niej dowiedziałem o sobie. Czyli jednak czasu nie zmarnowałem tak strasznie :D


