Ja a moja praca
Praca nas tworzy, kształtuje nasze zachowanie, to jak zaczynamy patrzeć na świat. Truizm – wiem. Jednakże ten truizm mnie w końcu dotknął a co za tym idzie, stał się truizmem namacalnym. Przestał być czymś oczywistym a przez to zbywalnym znudzonym machnięciem ręki podczas ziewania. Stał się MWT(Moim Własnym Truizmem) a to już nie może zostać zbyte byle czym.
Skąd to nagłe zainteresowanie wpływem wykonywanej pracy na moją osobę? Ano zauważam od jakiegoś już czasu zmiany jakie we mnie zachodzą. Zacząłem analizować i zastanawiać się nad tym faktem. Jak to w życiu bywa, zmiany są zarówno negatywne jak i pozytywne.
h3. Zmiany, z których *nie jestem* zadowolony:
* Zmienił się mój stosunek do pieniędzy – stałem się większym materialistą…
* Posmutniałem…
* Straciłem sporą część wiary w ludzi jaką miałem wcześniej…
* Gdzieś się zagubiło moje zacięcie do rozmyślania nad dziwami tego świata…
Pewnie gdybym poszukał jeszcze głębiej znalazł bym tego więcej. Wolę jednak pozostać przy tym i nie rozwijać mocniej tych zagadnień. Każdy chyba wie o co chodzi…
h3. Zmiany, z których *jestem* zadowolony:
* Stałem się bardziej samodzielny i dociekliwy…
No cóż… obawiam się, że to chyba wszystko… Oznacz to, że czas szukać innej pracy, ta nie jest warta mojego czasu i mojego „Ja”.
„Wieszać każdy może” – A. Pilipiuk
I co teraz?
Bawmy się! bo o to wraca wielki nasz rodzimy egzorcysta! Przygody J. Wędrowycza są nie od dziś doskonałą lekturą nie tylko do poduszki.
Książkę tę przeczytałem kilka tygodni temu w pociągu w jakieś 8h. Nawet nie wiem kiedy mi zleciała podróż. Po prostu książka się sama czytała. Jak to zresztą chyba wszystkie książki Pilipiuka.
W „Wieszać każdy może” otrzymamy stosik ciekawych opowiadań. Krótkie i te dłuższe – wszystkie jednako dobre. A te dialogi! Jak zawsze świeże, celne i z ogromnym poczuciem humoru. Nawet to, co teoretycznie powinno wzbudzać grozę, jakoś tej grozy nie wywołuje ino uśmiech na gębie zostawia.
Zwiedzimy z głównym bohaterem, jego najlepszym przyjacielem Semenem i wnukiem Piotrusiem kilka krajów (wampiry takoż będą), pospacerujemy pod Piramidami, polatamy starym sterowcem zbudowanym z metalu lżejszego niż powietrze… Spotkamy Lenina, bogów egipskich i…
Co ja tu zresztą będę długo rozprawiał! Po prostu bezwarunkowo trza to przeczytać. Tak jak i inne przygody Wędrowycza!
P.S.
Oczywiście książka jest autorstwa Andrzeja Pilipiuka jak mi to zostało uświadomione w komentarzach :) Najmocniej przepraszam za tę gafę! :)
L4
Siedzę sobie od poniedziałku na L4.
Czasami człowiek po prostu musi (inaczej się udusi, uuu!). Jakoś tak się wydarzyło, że w zeszły czwartek jakieś straszne choróbsko mnie dopadło, rzygałem w robocie dalej jak widziałem i w końcu musiałem wcześniej urwać się tejże roboty. Dobrze, że kolega, który się też wyznaje w tej całej tematyce co ją tam uskuteczniam w pracy, i zgodził się mnie zastąpić (dzięki Ci Mario! :-)). Jako, że do mojego bezpośredniego przełożonego dodzwonić się nie mogłem nic o mojej zapadłości w chorobę był nie wiedział. Trudno. Najgorsze, że w piątek dnia następnego też telefonów nie odbierał, a czułem się równie podle co dzień wcześniej.
Chciałem po prostu uzgodnić z nim, żeby mieć piątek wolny. Wydedukowałem, że piątek i weekend wystarczą mi na wydobrzenie, niestety się mi ta sztuka nie udała i podrałowałem w piątek rano do pracy z gorączką bliską 39 stopniom Celsjusza. No cóż… Bezpośredni przełożony pojawił się jakiś czas później. Wszyscy mówili, żebym szedł do domu albo do lekarza albo i jedno i drugie. Niestety mój szef się na tyle długo z tym ociągał i był na tyle głupi, że w końcu spędziłem w pracy bite 10h i postanowiłem, że skoro tak, to idę na L4. Na tak długo na ile się da. A jak się okazało dało się na tydzień.
Zostało mi jeszcze dwa dni + dzisiejszy :)
Oj przydał się ten odpoczynek. Przydał się i to bardzo. Znalazłem chwile na założenie nowego bloga :) W końcu mogę siedzieć (ku zgrozie i zdenerwowaniu mojej Ukochanej) nawet do 6 – 7 rano. Ależ jak to uwielbiam!!


