Ostatni rok przyniósł nam same zmiany. Ślub nasz w czerwcu zeszłego roku, zakup domu pod Warszawą, no i przyjście na świat naszego pierwszego potomka, czy raczej potomkinii.
Zuzol przyszła na ten świat 11 maja tegoż roku. Ma już więc ponad 2 tygodnie i dzielnie daje w kość wszystkim, którzy się nią zajmują. Na razie, wraz z dzielną Mamusią przebywa u Babci. Tata niestety musiał po tacierzyńskim wrócić do roboty. Póki nasz domek nie wykończy się musimy żyć w takiej separacji. Mam nadzieję, że to już nie będzie długo trwało. Mieszkanko w Wawie, które wynajmujemy okazało się za małe na potrzeby naszej trójki. No cóż, wszystkiego nie przewidzisz, a szukać teraz na kilka tygodni większego mieszkania się po prostu nie opłaca.
Poważnie zastanawiam się nad ubiciem tego dogorywającego blogaska. Niewielu mam czytelników, coraz rzadziej tu cokolwiek piszę a teraz, kiedy sytuacja rodzinna uległa tak znaczącej poprawie, sam nie wiem kiedy znajdę czas na jakikolwiek merytoryczny wpis. Na razie jeszcze sprawy nie przesądziłem, ale zaczynam o tym poważnie myśleć.
Kolejna „ambitna” książka, po którą sięgnąłem. Zakup był pod wpływem impulsu. Czasami takie zakupy są nawet udane. Czasami. Co do tej książki to mam pewne obiekcje. Na początku odniosłem wrażenie, że jest strasznie infantylna i zmuszałem się do jej czytania. Co chwila kręciłem głową z niedowierzania lub politowania dla autora. Jego przemyślenia o Bogu wydawały się niewiele zmienić od dzieciństwa po dorosłość. Było to dla mnie bardzo żenujące. Jakbym czytał pamiętnik kogoś, kto nie do końca umysłem dorósł do swojego wieku. Wiecie, takie krępujące uczucie, że wchodzicie na czyjś teren prywatny, gdzie w zasadzie może robić co chce, wy jednak nie koniecznie chcielibyście zobaczyć go w samych majtkach. Teksty typowe dla fanatycznych wierzących, takie jak stwierdzenie, że („nawiasem mówiąc”) ateizm „to prawie wiara religijna, czyż nie tak?” sprawiały, że kilka razy miałem chęć odłożyć tę książkę na półkę i nie męczyć się tego typu wywodami. Albo analiza naszej przyszłości w oparciu o rozwój nowoczesnych technik komunikowania się i zdobywania informacji, w której stwierdził, że na pewno ludzkość przestanie się w końcu między sobą komunikować… Przyrównywanie ateistów, którzy wchodzą w ostrą polemikę z religią, do apostołów diabła, to już w ogóle chwyt poniżej pasa.
Kolejna z książek lekkich i niewymagających. Historia chińskiego bakałarza, który swoim uporem i wścibstwem ładuję się w najprzeróżniejsze przygody. Pierwsza połowa książki jest raczej nudna i nie wciąga w wir fantazji autora. Nie odrzuca jednak i przy odrobinie dobrej woli czyta się ją nawet w miarę przyjemnie. W porównaniu do
Już trochę czasu minęło odkąd wysłuchałem audiobooka o Steve Jobsie. To moja pierwsza recenzja książki w wydaniu audio i szczerze mówiąc nie wiem jak się za nią dobrze zabrać. Jobs był na tyle silną postacią, że trudno będzie oddzielić samą treść od osoby, którą miała ona opisać. Nie mam dobrego zdania o CO Apple, dlatego postaram się napisać po prostu co sądzę o samej książce a nie o obiekcie, który opisuje.
Kolejna przeczytana książka. Tym razem z tych lekkich. Była promocja w Auchan i książki po niecałe 7 zł stały. To kupiliśmy parę. Kilka okazało się nawet udanych. Niestety „Inkluzja” do nich nie należy. Nie jest złą książką. Jest książką słabą po prostu. Nie rozumiem, że na
Jakiś czas temu miałem niezłą zajawkę na czytanie wszystkiego co jest związane z ekonomią, liberalizmem, neoliberalizmem, wolnym rynkiem, powodowaniem katastrof w celu pobudzania konsumpcji, teoriami spiskowymi w ekonomii i w ogóle wszystkim, co ma jakiś związek z wydumaną, ekonomiczną działalnością człowieka. Poprzednio opisana przeze mnie pozycja – „