Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany

Ostatni rok przyniósł nam same zmiany. Ślub nasz w czerwcu zeszłego roku, zakup domu pod Warszawą, no i przyjście na świat naszego pierwszego potomka, czy raczej potomkinii.

Zuzol przyszła na ten świat 11 maja tegoż roku. Ma już więc ponad 2 tygodnie i dzielnie daje w kość wszystkim, którzy się nią zajmują. Na razie, wraz z dzielną Mamusią przebywa u Babci. Tata niestety musiał po tacierzyńskim wrócić do roboty. Póki nasz domek nie wykończy się musimy żyć w takiej separacji. Mam nadzieję, że to już nie będzie długo trwało. Mieszkanko w Wawie, które wynajmujemy okazało się za małe na potrzeby naszej trójki. No cóż, wszystkiego nie przewidzisz, a szukać teraz na kilka tygodni większego mieszkania się po prostu nie opłaca.

Poważnie zastanawiam się nad ubiciem tego dogorywającego blogaska. Niewielu mam czytelników, coraz rzadziej tu cokolwiek piszę a teraz, kiedy sytuacja rodzinna uległa tak znaczącej poprawie, sam nie wiem kiedy znajdę czas na jakikolwiek merytoryczny wpis. Na razie jeszcze sprawy nie przesądziłem, ale zaczynam o tym poważnie myśleć.

„Bóg, w którego wątpimy” – John Humphrys

Bóg, w którego wątpimy - John Humphrys Kolejna „ambitna” książka, po którą sięgnąłem. Zakup był pod wpływem impulsu. Czasami takie zakupy są nawet udane. Czasami. Co do tej książki to mam pewne obiekcje. Na początku odniosłem wrażenie, że jest strasznie infantylna i zmuszałem się do jej czytania. Co chwila kręciłem głową z niedowierzania lub politowania dla autora. Jego przemyślenia o Bogu wydawały się niewiele zmienić od dzieciństwa po dorosłość. Było to dla mnie bardzo żenujące. Jakbym czytał pamiętnik kogoś, kto nie do końca umysłem dorósł do swojego wieku. Wiecie, takie krępujące uczucie, że wchodzicie na czyjś teren prywatny, gdzie w zasadzie może robić co chce, wy jednak nie koniecznie chcielibyście zobaczyć go w samych majtkach. Teksty typowe dla fanatycznych wierzących, takie jak stwierdzenie, że („nawiasem mówiąc”) ateizm „to prawie wiara religijna, czyż nie tak?” sprawiały, że kilka razy miałem chęć odłożyć tę książkę na półkę i nie męczyć się tego typu wywodami. Albo analiza naszej przyszłości w oparciu o rozwój nowoczesnych technik komunikowania się i zdobywania informacji, w której stwierdził, że na pewno ludzkość przestanie się w końcu między sobą komunikować… Przyrównywanie ateistów, którzy wchodzą w ostrą polemikę z religią, do apostołów diabła, to już w ogóle chwyt poniżej pasa.

Czytaj dalej

Koniec pewnej ery. Encyclopaedia Britannica wstrzymuje papierowe wydanie.

Jak już pewnie wszyscy wiedzą Encyclopaedia Britannica po 244 latach zdecydowała się na zaprzestanie wydawania wersji papierowej. Ładnie napisali, że to kolejny ważny punkt w ewolucji ludzkiej wiedzy. Dodatkowo na cały tydzień „uwolnili” wersję online encyklopedii.

Szerzej o tym napiszę pewnie niedługo w odrębnym wpisie. Dzisiaj tylko tak informacyjnie.

“Xiao Long. Biały Tygrys” – Dawid Juraszek

Xiao long. Biały Tygrys - Dawid Juraszek Kolejna z książek lekkich i niewymagających. Historia chińskiego bakałarza, który swoim uporem i wścibstwem ładuję się w najprzeróżniejsze przygody. Pierwsza połowa książki jest raczej nudna i nie wciąga w wir fantazji autora. Nie odrzuca jednak i przy odrobinie dobrej woli czyta się ją nawet w miarę przyjemnie. W porównaniu do „Inkluzji” pana Sawickiego „Biały tygrys” jest powieścią dużo bardziej gładką. Pomysł na fabułę prosty i streściłem Wam go powyżej. Przygody niewymagające, ale jak już się zacznie czytać, to człowiek ma ochotę skończyć. Dziwna rzecz mi się wydała, otóż gdzieś tak w połowie książki nagle sposób pisania ulega zauważalnej poprawie. Podobne wrażenie miałem podczas czytania „Białego roju” Andrzeja Ziemniaka. Tam też po jakiś 200 stronach prowadzenie fabuły uległo poprawie, chociaż nie na tyle, żeby zachwyciło i wciągnęło. Tutaj jest – według mnie – dużo lepiej.

Czytaj dalej

Wyprowadzka z Gmaila

Przy okazji przenosin na nowy hosting naszła mnie myśl, że oto teraz mogę wdrożyć w życie swój szatański plan wycofania się rakiem z części (bo raczej nie ze wszystkich) usług Google z jakich korzystam. Głównie chodzi mi o pocztę, ale także o Google Readera. W zasadzie z większej ilości usług wielkiego G nie korzystam. Nie liczę wyszukiwarki, bo to trochę inny element.

Niestety wolność ma to do siebie, że kiedy już ją mamy to może być niewygodna i wymagająca.

Sprawa jest o tyle skomplikowana, że dzisiaj wszystko opiera się na community i najlepsze projekty powstają właśnie w obrębie takich konglomeratów. I tu jest kłopot dla takich ludków jak ja, którzy G+ mają dlatego, że tak wyszło, Facebooka nie mają w ogóle, na Twittera nie zaglądają w zasadzie wcale, nie wiedzą co to fotka.pl, nasza-klasa i inne tego typu portale. Ale przecież Internet to wolność, tylko jak zawsze, trzeba ją sobie wywalczyć.

Tak więc, skoro już wykupiłem to wspaniałe konto shellowe na MyDevil.net to postanowiłem to wykorzystać. Na pierwszy ogień poszła rzecz najtrudniejsza, a zarazem najważniejsza – poczta. Czytaj dalej

„Steve Jobs” – Walter Isaacson. Audiobook.

Już trochę czasu minęło odkąd wysłuchałem audiobooka o Steve Jobsie. To moja pierwsza recenzja książki w wydaniu audio i szczerze mówiąc nie wiem jak się za nią dobrze zabrać. Jobs był na tyle silną postacią, że trudno będzie oddzielić samą treść od osoby, którą miała ona opisać. Nie mam dobrego zdania o CO Apple, dlatego postaram się napisać po prostu co sądzę o samej książce a nie o obiekcie, który opisuje.

Audiobook wymaga trochę innego podejścia do książki niż standardowy papier lub mniej standardowa (jeszcze) książka elektroniczna. Od czasu do czasu przejada mi się czytanie książek w tradycyjny sposób, lub też zmęczenie sprawiało, że wolałem książki wysłuchać niż wpatrywać się w literki. Skupienie się na tekście czytanym wymusza uruchomienie innych części mózgu niż normalnie. Ciekawe doświadczenie, ale tylko na początku. Później przyzwyczaiłem się i zupełnie nie było problemu z odbiorem tak serwowanej treści.

Czytaj dalej

mydevil.net – moja opinia

Ponieważ sporo osób mnie ostatnio zagadywało na temat mojej opinii o nowym hostingu postanowiłem przyspieszyć napisanie notatki o tym.

Ogólnie

Na mydevil.net przeniosłem się jakieś dwa i pół tygodnia temu. Niby krótko, a jednak już sporo mogę o tym hostingu powiedzieć. Załapałem się na ostatnie dni promocji, kiedy to konta miały ceny o 50% niższe niż normalnie. Tak więc najmocniejsze ich konto – IRC4 – kupiłem za 150zł za rok.
Czytaj dalej

„Inkluzja” – Andrzej W. Sawicki

Kolejna przeczytana książka. Tym razem z tych lekkich. Była promocja w Auchan i książki po niecałe 7 zł stały. To kupiliśmy parę. Kilka okazało się nawet udanych. Niestety „Inkluzja” do nich nie należy. Nie jest złą książką. Jest książką słabą po prostu. Nie rozumiem, że na LubimyCzytać.pl dostała tak wysokie noty. Fabuła nawet byłaby ciekawa, gdyby nie brak spójności. Mnóstwo powtórzeń także męczy. Brak realizmu irytuje. Nie da się tego nadgonić poprzez częste używanie takich mądrych zwrotów jak tytułowa „inkluzja” czy „hiperprzestrzeń” albo „anomalia”. „Grawitony”, „działa grawitonowe”, „tarcza stazy” to kolejne zupełnie bez sensu i pomyślunku użyte zwroty. Chyba tylko po to, żeby podkreślić, że to literatura sf. Niestety nie każda literatura sf musi epatować mnóstwem słownictwa, które mimo, że mądre, zupełnie nie pasuje do kontekstu fabuły lub zwyczajnie konfunduje czytelnika. Dobrze by było, gdyby autor sięgnął po podręcznik do fizyki lub po książki takich pisarzy sf jak Asimov lub Neal Stephenson, gdzie klimat sf tworzony jest znacznie subtelniej i bez ciągłego używania słów ze słownika fizyki kwantowej.
Czytaj dalej

O kilku mankamentach książek elektronicznych.

Książki elektroniczne zalewają mój dysk. Łatwość w ich zdobywaniu sprawia, że nie mogę się opanować i kupuję i kupuję i …

Odkąd kupiłem Kindle 3 moje spojrzenie na temat książek elektronicznych uległo drastycznej zmianie. Ba! zmianie uległo samo moje spojrzenie na czytanie jako takie. Wiedziałem, że Kindle będzie dobrym zakupem, ale nie spodziewałem się, że aż tak dobrym. Czytanie na tym urządzeniu daje mi dużo przyjemności. Robię to jednak falami. Przychodzi taki czas, że czytam namiętnie na Kindle w każdej wolnej chwili i pochłaniam książkę za książką. A potem, nagle, całkowicie mi się odechciewa włączać to urządzenie i częściej sięgam po tradycyjną książkę lub po audiobooka. Czasami zaś dopada mnie całkowite zmęczenie czytaniem i wtedy w zasadzie nic nowego i ambitnego nie biorę do ręki. Przetrawiam to, co wcześniej przeczytałem. Ten okres trwa od kilku dni do kilku tygodni. W zależności czy mam coś ciekawego do roboty w innych dziedzinach życia. Dopiero dzięki Kindle zauważyłem tę prawidłowość, gdyż wcześniej była trudniejsza do uchwycenia. Czytaj dalej

„Bunt na sprzedaż” – Joseph Heath i Andrew Potter

Jakiś czas temu miałem niezłą zajawkę na czytanie wszystkiego co jest związane z ekonomią, liberalizmem, neoliberalizmem, wolnym rynkiem, powodowaniem katastrof w celu pobudzania konsumpcji, teoriami spiskowymi w ekonomii i w ogóle wszystkim, co ma jakiś związek z wydumaną, ekonomiczną działalnością człowieka. Poprzednio opisana przeze mnie pozycja – „Neoliberalne uwikłanie edukacji” – wynikła właśnie z tego zainteresowania. Po prostu, któraś z książek, którą czytałem miała ją w przypisach lub bibliografii. A może to było z jakiegoś artykułu w necie? Nie pamiętam już zbyt dokładnie. W każdym razie „Bunt na sprzedaż” też pochodzi z jakiejś bibliografii lub przypisów, może nawet z „Neoliberalnego uwikłania edukacji”, ale ponieważ w tej chwili nie mam tej książki, to nie mam jak tego sprawdzić.

Czytaj dalej